Rozmowa na transparenty

Marek Jastrząb

Sęk w tym, że z rozmów tych nic nie wynika. Nie ma żadnej konkluzji, próby porozumienia, wyjścia sobie naprzeciw i wspólnego naprawiania Polski. Jest natomiast słowna bijatyka na inwektywy i obrzucanie się oskarżeniami.

 

Świadomie, czy nie, dla draki czy z tęsknoty za mrocznym okresem względnej równowagi, za stabilizacją gwarantowaną przez poprzedni ustrój, na ulice naszych miast i wsi wyszły grupy entuzjastów i przeciwników rozwalenia obecnego systemu. Aksamitnej bijatyki na gumowe noże i filcowe kastety. Pod patronatem rzekomego patriotyzmu grupy te zaczęły wykrzykiwać modlitewne błagania o przywrócenie „utraconej” wolności, o obronę „zniewolonej” Ojczyzny.

Bezkrytyczna masa zwolenników rozmodlonej prawicy chwilowo zwycięża. W zawrotnym tempie powracają na dziejową estradę jej przegrane nawyki i konserwatywne uprzedzenia z poprzednich lat: sielankowe tęsknoty za PRL – em i ułudy za dobrodziejstwem swoistego rozumienia DEMOKRACJI. Z tym, że owa demokracja nie nazywa się teraz ludowa, a od niedawna przybrała logo narodowej.

Rdzennie osobliwa to demokracja i zasługuje na definicyjne sprecyzowanie. Podejrzewam, że byłoby niezłym wyczynem znalezienie paru zwolenników, którzy by istotnie wiedzieli, o co walczą. Podobnie jak byliby w nieutulonym kłopocie, gdyby przyszło im powiedzieć, jaki Polska ma mieć kształt. Bo jeśli liczą na powrót tego, co już było, ale się zmyło, to daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia, jak napisał Asnyk. Przytaczam wiersz, bo pouczający:

Daremne żale

Daremne żale – próżny trud,

Bezsilne złorzeczenia!

Przeżytych kształtów żaden cud

Nie wróci do istnienia.

Świat wam nie odda, idąc wstecz,

Znikomych mar szeregu –

Nie zdoła ogień ani miecz

Powstrzymać myśli w biegu.

Trzeba z żywymi naprzód iść,

Po życie sięgać nowe…

A nie w uwiędłych laurów liść

Z uporem stroić głowę.

Wy nie cofniecie życia fal!

Nic skargi nie pomogą –

Bezsilne gniewy, próżny żal!

Świat pójdzie swoją drogą.

*

Marsze podzielonych stronników zgody na razie stoją naprzeciwko siebie, wszelako strach pomyśleć, co mogłoby się wydarzyć, gdy przestaną zadowalać się wznoszeniem okrzyków, barykad i puszczą w ruch pięści uzbrojone w maczugi.

Na razie siedzimy okrakiem na emocjonalnej beczce z prochem i opluwamy się złymi zachowaniami. Jest pozorny spokój, tak zwana cisza przed burzą. Wszelako od ciszy do nawałnicy dzieli nas tylko krok.

Wystarczy iskra, malutka prowokacja, by nieznany sprawca podpalił lont i nastąpiły niekontrolowane rabacje; chętnych do wszczynania tumultów jest przecież mrowie.

Strach pomyśleć, ale pomyśleć trzeba, bo jest to scenariusz bardzo realny. Warto też uzmysłowić sobie jego konsekwencje. Udrożnić szare komórki z olejem w łepetach. Puścić wodze wyobraźni i profetycznym okiem zobaczyć, dokąd prowadzi niekontrolowane zacietrzewienie.

Do chwili obecnej przeciwne ugrupowania wymachują oddzielnymi sztandarami, a każde z nich sądzi, że maszeruje pod właściwym. Jedno i drugie uważa się za działające w dobrej wierze. Obydwa dowodzą swoich niezbitych racji i dokąd trwa rozmowa na transparenty, jest w miarę spokojnie.

Sęk w tym, że z rozmów tych nic nie wynika. Nie ma żadnej konkluzji, próby porozumienia, wyjścia sobie naprzeciw i wspólnego naprawiania Polski. Jest natomiast słowna bijatyka na inwektywy i obrzucanie się oskarżeniami.