Rzecz o podwyższonym ryzyku

Karolina Gawlik

Woodstock odpowiedział miłością i nie powiedział ostatniego słowa. Komuś, kto nie był nigdy w tym miejscu, może się wydawać, że mówienie o braterstwie, jedności, pokoju i bezinteresowności to tylko pompowanie pustych frazesów. A właśnie teraz, w tak trudnych czasach, potrzebujemy tych wartości szczególnie, powinniśmy się ich uczyć i wreszcie w nie uwierzyć.

Ludzie zapamiętają tegoroczny Przystanek Woodstock jako ten, który po raz pierwszy w historii festiwalu, został uznany za imprezę podwyższonego ryzyka. Czy Jurek Owsiak dużo mówił o polityce? Czy to będzie ostatni przystanek? – wypytują mnie znajomi po powrocie z Kostrzyna.

A ja zamiast latających nad głowami helikopterami i płotu odgradzającego festiwal, zapamiętam, jak 15 lipca o godz. 22, półmilionowy tłum zamilkł, a 120 tysięcy osób podzieliło się kartkami w barwach flagi Francji i uniosło je ku górze do melodii Marsylianki na znak solidarności z Niceą, gdzie dzień wcześniej zginęło ponad 80 osób.

Gdy Jurek Owsiak apelował wówczas, by nie rozwiązywać problemów świata wrogością i odgradzając się od inności drutami kolczastymi, minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak za tragedię obwinił „ideologię multi-kulti”. Nie mieści mu się w głowie, że w tym tłumie woodstockowiczów byli ludzie w różnym wieku, różnych wyznań, różnych narodowości, o różnych poglądach. Byli razem.

Woodstock dla Nicei

To jest właśnie najpiękniejsze w tej imprezie. Nie ma znaczenia, jaki jesteś. Ważne kim jesteś. Gdy media głowiły się nad tym, czy to ostatni festiwal, ludzie w Kostrzynie cieszyli się życiem. I nie chodzi o kąpanie się w błocie, machanie głowami do muzyki czy zalewanie się alkoholem. To naprawdę ma drugorzędne znaczenie. Ludzie cieszyli się sobą.

Oczywiście nie dało się uniknąć odwołań ze sceny do całego zamieszania wokół festiwalu. Nie wiadomo, czy w ogóle by do niego doszło, gdyby nie tytaniczna praca organizatorów. Ale Jurek Owsiak odpowiedział na to tak, jak na Woodstock przystało. Stwierdził, że gdy widzi tłum wysyłający tyle dobrej energii, najchętniej przytuliłby Jarosława Kaczyńskiego do siebie jak najmocniej i tę energię mu przekazał. Uwierzcie – gdyby prezes rzeczywiście wyraził taką chęć, publiczność by nie zawiodła. W końcu gdy jedziesz na Przystanek pierwszy raz, powinieneś wiedzieć, że nagłe przytulenie przez zupełnie obcą ci osobę jest czymś zupełnie naturalnym.

Woodstock odpowiedział miłością i nie powiedział ostatniego słowa. Komuś, kto nie był nigdy w tym miejscu, może się wydawać, że mówienie o braterstwie, jedności, pokoju i bezinteresowności to tylko pompowanie pustych frazesów. A właśnie teraz, w tak trudnych czasach, potrzebujemy tych wartości szczególnie, powinniśmy się ich uczyć i wreszcie w nie uwierzyć.

Dlatego jedynym mankamentem tego przedsięwzięcia jest fakt, że gdy się kończy, rzeczywistość trochę boli. Bo wiesz, jak moglibyśmy siebie traktować na co dzień. Wiesz, że nas na to stać. Mowa nienawiści, bezrefleksyjność i brak tolerancji dla tego, co inne jest teraz stale obecne w dyskursie publicznym. To właśnie to powinno być obarczone podwyższonym ryzykiem.

 

 

 

w ramach projektu „Życzliwa Polska ma Sens” – sfinansowano ze środków Fundacji PZU/Partner Fundacja PZU


logo-pzu