Ściana bez drzwi

W jego szkole państwowej wiele lekcji prowadzą po prostu absolwenci szkoły podstawowej. Zna jednak wielu starszych kolegów, którzy po zakończeniu edukacji nie potrafią się choćby podpisać.

Dramat odbywający się w dalekiej Tanzanii poruszył także polskie serca. Akcja charytatywna “Kiabakubek” jest związana z działalnością Fundacji Kiabakari, założonej przez księdza Wojciecha Kościelniaka z Krakowa, który do Tanzanii wyjechał w 1990 roku. Trudy, z jakim zmagają się tamtejsze dzieci, najlepiej obrazuje historia Anwara – chłopca, który czasami jedyny posiłek może zjeść w szkole.

Jest 18:00. Słońce chowa się już za horyzont. I gdybyśmy przyjechali tam z wycieczką pewnie teraz robilibyśmy zdjęcia pięknego zachodu nad sawanną. Jesteśmy w Kiabakari, wiosce w północnej Tanzanii, położonej 60 kilometrów na wschód od Jeziora Wiktorii.

kiabakari2
źródło: kiabakubek.pl

 

kiabakarimap
źródło: Google Maps

 

Trzy godziny wcześniej ośmioletni Anwar wrócił do domu ze szkoły. Po siedmiu godzinach spędzonych na siedzeniu na podłodze w jednej klasie z kilkudziesięcioma rówieśnikami nie myśli jednak o relaksie. O 18 zrobi się ciemno, jakby ktoś wykręcił żarówkę. A jest jeszcze tyle do zrobienia – trzeba pędzić do studni i na głowie przytaszczyć bukłak wody. Potem szybko w pole, żeby zdążyć pomóc ojcu.

Wraz z zachodem słońca Anwar może usiąść w końcu do odrabiania lekcji. Jeśli w lampie ma jeszcze resztę nafty, może zapalić knot i oświetlić swój zeszyt. Jeśli wszystko już wykorzystał, wychodzi z domu i szuka ogniska, którego łuna pozwoli mu odczytać swoje notatki. Murowany dom to w Kiabakari wyjątek. Prąd to skarb. Więc nawet gdyby Anwar jakimś cudem otrzymał laptopa czy tablet, to mógłby na nim co najwyżej położyć kanapkę.

kiabakari3
źródło: kiabakubek.pl

Choć kanapkę kładłby tam tylko od święta. Kilka razy w roku zdarzy się, że do szkoły dotrze pomoc i Anwar z kolegami mogą zjeść bułkę, jajko i wypić kubek herbaty. A szkoła to najczęściej jedyny punkt żywienia dla chłopaka – to tam codziennie może liczyć na Gorący Kubek. Nie jest to bynajmniej barszcz czerwony z proszku, a grysik najczęściej z mąki kukurydzianej. Trzeba jeść powoli, bo to jedyny posiłek dnia. Choć brzuch i oczy najchętniej wlałyby całą zawartość kubka na raz.

Wczoraj Anwar wrócił ze szkoły, przyniósł wodę i okazało się, że w polu nie ma za bardzo co robić, a i w domu jest względnie spokojnie. Zanim więc zajdzie słońce, jest chwila na zabawę z kolegami. Play Station nie włączą z dwóch powodów – co oczywiste, nie ma go, a jeśliby miał, to mógłby co najwyżej jakoś zaaranżować tę kupę plastiku w swojej zabawie patykami. Dziś jednak dominuje piłka nożna, zrobiona z kawałka opony znalezionego w drodze powrotnej ze szkoły.

kiabakari5
źródło: kiabakubek.pl

Anwar rośnie i marzy o prywatnej szkole misyjnej. Tam fundacje z Europy prowadzą lekcje w salach z ławkami, podręcznikami, prądem i szybami w oknach. A w klasie jest 40, a nie 150 dzieci. Łatwiej jest też dostać zeszyt czy coś do pisania. Nauczyciele też są fajniejsi i lepiej uczą. W jego szkole państwowej wiele lekcji prowadzą po prostu absolwenci szkoły podstawowej. Zna jednak wielu starszych kolegów, którzy po zakończeniu edukacji nie potrafią się choćby podpisać.

Co dalej? Anwar mógłby iść do szkoły średniej, ale jest to niemożliwe, bo jego rodziców nie stać na pokrycie tak drogiej nauki. Dlatego on stara się jak może, by ukończyć szkołę podstawową z jak największą wiedzą. Wtedy może uda mu się znaleźć jakąś pracę i trochę pomóc rodzicom. Chciałby się usamodzielnić. Jego siostra może wyjdzie za mąż i jakoś przetrwa. Ona też nie zaniedbuje nauki, bo wie, że to może pomoże jej wystartować w nieco lepsze życie.

kiabakari4
źródło: kiabakubek.pl

Niedawno w Kiabakari przeżywano Boże Narodzenie. Anwar i jego rodzina usiedli razem przy stole i zjedli razem bardzo skromny posiłek. W końcu jest trochę spokoju, bo przez ostatnie dni w domu cały czas coś było do zrobienia, tak by na święta wszystko było gotowe. Po wieczerzy czas na pasterkę. Ksiądz zarządził ją wcześniej, nie o północy, tak by wszyscy zdążyli bezpiecznie wrócić do domów nim słońce zajdzie na dobre. Te święta i tak są inne niż wszystkie dotychczasowe. Stan zdrowia Anwara dzięki pomocy z zewnątrz w tym roku się polepszył i rodzice mogli inaczej zaplanować wydatki. Wcześniej było o wiele gorzej – mama Elisabeth musiała decydować, czy kupić coś do jedzenia, czy kupić dzieciom leki. Ale i tak nie jest spokojna. Na ulicy i w szkole jest mnóstwo dzieci, które chorują na malarię, dur brzuszny, amebę, zapalenie płuc czy są zarażone wirusem HIV. Brak dostępu do służby zdrowia jest dla mieszkańców Kiabakari ścianą bez drzwi. Choć sytuacja trochę się polepsza, bo dzięki działaniom fundacji powstał niedawno ośrodek zdrowia, ale to wyjątek w Tanzanii, gdzie sytuacja pod tym względem jest beznadziejna.

kiabakari1
źródło: kiabakubek.pl

Co będzie dalej? Anwar nie ma pojęcia, żyje z dnia na dzień i dziękuje Bogu, że o nim nie zapomniał i od czasu do czasu wysyła pomoc od dobrych ludzi. Wciąż jednak nie czuje się bezpiecznie, bo choroba i śmierć czają się za każdym rogiem. Nie marzy o Play Station, bo nawet nie wie o jego istnieniu. Chce tylko nie czuć głodu, chodzić do normalnej szkoły z ławkami i książkami oraz widzieć radość na twarzach swoich kolegów, sąsiadów i rodziny.

Fundacji Kiabakari można pomóc poprzez wsparcie akcji „Gorący Kubek” – 10 zł może zapewnić jednemu dziecku miesiąc wyżywienia – lub włączając się w składkę na rozbudowę szkoły. Fundacji można też ofiarować 1% swojego podatku.

(Materiał wideo z zajęć w szkole w Kiabakari, źródło: kiabakubek.pl)

Chcemy usłyszeć, że „Polska ma sens” także w dalekiej Afryce, bo Świat Ma Sens i jeśli tylko możemy pomóc, nie ma znaczenia odległość, jaka nas dzieli. Więcej o akcji można dowiedzieć się na jej oficjalnej stronie internetowej oraz na Facebooku

 

Materiał zrealizowany przy wsparciu Fundacji PZU/Akcja Życzliwa Polska Ma Sens

logo-PZU