Sens ubrany w życie

Janusz Schwertner

Czasami wspominam ten dzień, w którym się kochaliśmy. Pamiętam ten seks i moment, gdy prezerwatywa zawiodła. Gdy patrzę na swoją córkę i widzę, że jest mądra i błyskotliwa, to myślę sobie, że to był najpiękniejszy dzień w moim życiu.

Przypominamy najlepsze artykuły, które ukazały się na łamach portalu Polska Ma Sens. Tym razem tekst Janusza Schwertnera z 11 lipca 2012 roku. To historia o sile, determinacji i dumie, a także o tym – jak nieplanowana ciąża może nadać życiu Sens.

Nie rozumiem i nienawidzę litości, z jaką traktują mnie ludzie. Usłyszałam kiedyś o sobie: tak szybko zmarnowała sobie życie… Jakie życie? To, które znałam, wcale nie zdawało się być sensowne. Może wpadłabym w nałóg, jak mój pierwszy chłopak? Albo pojechała do brata, bo w Anglii mógłby mi znaleźć pracę, dzięki której zdołałabym żyć jakoś dzień po dniu. Przed ciążą wszystko w moim życiu było pozbawione sensu. Nie miałam żadnych planów. Byłam przekonana, że wpadnę w zupełny marazm, który znałam z historii ludzi żyjących dookoła mnie. I to by było to fajniejsze życie? To naprawdę wszystko?

Ciąża okazała się wybawieniem. Zdecydowałam się skończyć szkołę, napisać maturę, pójść na studia. Powalczyć w swoim życiu o coś więcej. Wcześniej słyszałam, że przez ciążę muszę z tego wszystkiego zrezygnować. Stało się inaczej. Wiele nocy przepłakałam, czułam się wyczerpana, czasem przybita. Jakie ma to teraz znaczenie? Żadne. Mam córkę i chyba dzięki niej tak naprawdę stałam się szczęśliwa. Sens mojego życia uratowała nieplanowana ciąża. Nie bardzo rozumiem, gdy ktoś twierdzi, że ona złamała mi życie.

Matka z dzieckiem

Zmierzch

Wychowywałam się na wsi z mamą i tatą. Nasz dom rodzinny do dzisiaj stoi na wprost domu mojej babci, która miała gospodarstwo i potrafiła uzależnić od siebie wszystkich dookoła. Sprawiła, że całe życie mojej mamy było jej podporządkowane. Udało jej się wciągnąć w to także mojego ojca. On, żeby być z mamą, musiał zamieszkać w naszej miejscowości, tuż obok babci. Był tym rozgoryczony. Wydaje mi się, że cały jego problem alkoholowy wynikał z tego, że nie mógł tak naprawdę sam pokierować swoim życiem.

Gdy miałam trzynaście lat, tata zmarł na raka. Wcześniej mama zdążyła się z nim rozwieść. Dwa miesiące przed śmiercią mojego taty, zmarł dziadek.

O kontakt z ojcem było trudno, bo bywał u nas rzadko i zazwyczaj pił z kolegami. Nie wiedziałam, o czym mogłabym z nim porozmawiać. Dziś sobie myślę, że już bym wiedziała i bardzo mi tego brakuje. Ale i tak sporo o nim wiem. Zaczął pić przez moją babcię. To ona budowała atmosferę, która go frustrowała. Kilkukrotnie próbował popełnić samobójstwo. Gdy miałam pięć lat na moich oczach podciął sobie żyły, innym razem – łyknął garść tabletek. Z tego, co wiem, próbował jeszcze raz, ale za każdym razem bez skutku. W dodatku mama oskarżyła go o znęcanie się nad rodziną, przez co trafił do więzienia. Po nieudanych próbach samobójczych – do szpitala psychiatrycznego.

Tata bardzo lubił czytać książki. Był bardzo inteligentnym facetem i miał świetne poczucie humoru. Jeździł do pracy do Paryża, zajmował się remontami i wykończeniówką. Mama zawsze mówiła źle o tacie, tak samo jak babcia. Za to jego mama mówiła o nim dużo i dobrze. Wokół wszyscy wiedzieli, że pije.

Mama całe życie spędzała w gospodarstwie. Nie chodziła z nami do kościoła, w zasadzie rzadko się widywaliśmy. Nigdy tak naprawdę z nią nie porozmawiałam. Komunikowałyśmy się, ale nigdy nie rozmawiałyśmy. Przytuliła mnie ostatni raz, gdy miałam pięć czy sześć lat. Później już nie. Wiecznie szukała pretekstu, by mnie ukarać i zbić. Chodziła sfrustrowana. To dlatego, że nigdy nic do niej nie należało. Większość dobytku zapisana była na jej siostrę. Ale nie mogę powiedzieć, że przeszkodziła w moim wychowaniu. Po prostu mogła zrobić dużo więcej, poświęcić mi więcej uwagi. Nie nauczyła mnie mnożenia ani modlitwy. Nie potrafiła przeciwstawić się babci. Sama nigdy nie była i wciąż nie jest szczęśliwa.

Mama, podobnie jak ja, była młoda, gdy została matką. Też nie planowała tej ciąży. Byłam strasznie zła na nią, gdy się o tym dowiedziałam. Nie wiem, dlaczego. Irytowało mnie to. Nigdy jednak nie rozmawialiśmy na temat wychowywania dzieci, choć sama miała dużo doświadczenia, bo urodziła szóstkę. Wiem, że babcia od strony ojca na wieść o wpadce moich rodziców zaproponowała synowi, by nie żenił się z nią, a ona sama będzie łożyć pieniądze na ich dziecko. Zależało jej na tym, bo przypuszczała, że żyjąc z moją mamą jej syn zniszczy sobie życie. Miała rację.

W dzieciństwie nie miałam jakichś pasji czy hobby. Panowała nuda, potworna nuda. W podstawówce znalazłam od tego ucieczkę. Zaczęłam czytać. Jestem pewna, że kocham książki dzięki mojemu tacie. Potrafiłam przez dwa tygodnie nie wychodzić z łóżka. Czytałam Szklarskiego, Coelho, Harry’ego Pottera… Z nimi uciekałam gdzieś bardzo daleko.

Wychowywałam się z pięcioma braćmi. Tata strasznie chciał mieć córkę, więc próbował, aż w końcu za piątym razem urodziłam się ja. Nigdy nie miałam z nimi dobrego kontaktu. Tak naprawdę dobrze ich nie znam. Bracia się uczyli, wyjeżdżali. Jeden z nich bił mnie, ale mama nigdy nie reagowała. Po pięciu latach od moich narodzin, na świat przyszedł najmłodszy z braci. Mama strasznie go rozpuściła. Dorastał, gdy taty i dziadka nie było już na świecie.

U siebie na wsi poznałam swoją pierwszą wielką miłość. Był wspaniały i wyróżniał się na tle innych. Ale w końcu sam nie dał sobie rady. Ta nuda strasznie doskwierała nam wszystkim. Zaczął pić. A był świetnym piłkarzem, mógł wyjechać do miasta i spróbować żyć dzięki piłce. Wkurzało mnie, jak marnuje swój talent, choć sama jeszcze kilka lat temu miałam przeświadczenie, że szkoła nie jest mi potrzebna, bo i tak nie będę w stanie nic osiągnąć.

Poznałam go na dyskotece, wkrótce zaczęliśmy się spotykać. Było fantastycznie. Tylko szybko zauważyłam, że wpadam z nim w pułapkę: non stop picie, palenie, jaranie. Każdy dzień rozpoczynał od piwa. Nie mógł przestać. Za każdym razem, gdy chciałam z nim porozmawiać, coś stawało na przeszkodzie. Byłam z nim aż do momentu, gdy zaczął mnie oszukiwać.

Niedługo po tym z grupą kolegów mojej przyjaciółki przyjechał do nas przyszły ojciec mojej córki. To był już inny rodzaj miłości. Od razu wiedziałam, że to ta osoba. Pamiętam doskonale, jak się poznaliśmy. Miałam na sobie opaskę, on mi ją zdjął i zaczął się ze mną droczyć. Podniósł wysoko, a ja nie mogłam do niej doskoczyć. Nie wiem, jak określić tę miłość. Była harmonijna i spokojna. Co mi się w nim spodobało? Był nieśmiały. Szybko zauważyłam, że skrywa jakąś tajemnicę. Im bardziej chciało się go wyprostować, tym bardziej się krzywił. Tak jak każde dziecko, które jest w domu bite.

Kończył właśnie technikum wojskowe i marzył, by wstąpić do armii. Nie udało mu się, bo po reformie wojskowej wstrzymali nabór zawodowych żołnierzy. Gdyby ktoś przed ciążą zapytał mnie o niego, to na pewno powiedziałabym, że jest odpowiedzialnym chłopakiem. Starał się jakoś odnaleźć w życiu. Zarobił na auto, pobyt w wojsku nie zmienił go tak, jak niektórych kolegów. Nie pił ani nie palił nałogowo. Był spokojny. W seksie oboje zawsze byliśmy odpowiedzialni. Gdy wpadliśmy, wcale nie zapomnieliśmy o prezerwatywie. Pękła, gdy się kochaliśmy.

Noc

Na wsi czasami plotkowano o seksie. Gdy chłopak przyjeżdżał do dziewczyny do domu i wychodził nad ranem, to zawsze mógł znaleźć się ktoś, kto to zobaczy i nazwie ją dupodajką. Moja mama bardzo na mnie nakrzyczała, gdy ojciec mojego dziecka po raz pierwszy został u mnie na noc. Nie uprawialiśmy wtedy seksu, ale było jej bardzo wstyd, że spędził u mnie noc.

Wtedy, gdy pękła prezerwatywa, to nie działo się w nocy. Przyjechałam do niego około południa. Umówiliśmy się wcześniej, on jak zwykle czekał na mnie na przystanku. Zazwyczaj spacerowaliśmy lub szliśmy coś zjeść. Ale wtedy poszliśmy do niego, bo jego matki nie było w domu. Mieliśmy okazję pobyć przez chwilę sami. Kochaliśmy się i było świetnie. Dokładnie to pamiętam. Z nim zawsze było pięknie. Ten seks, po którym zaszłam w ciążę, też był niesamowity.

Dokładnie pamiętam pierwszy raz z moim pierwszym chłopakiem. Byliśmy dosyć pijani. Ja bardziej – i on trochę to wykorzystał. Było mi dobrze, ale miałam później wielki żal i do siebie, i do niego. Myślę, że gdybym tak wcześnie nie straciła dziewictwa, to nie byłoby tego wszystkiego, co stało się później.

Jak tylko pękła prezerwatywa, od razu przeczuwałam, że będę w ciąży. Zaproponował, żebyśmy poszli do apteki, póki jest jeszcze czas. Nie chciałam o tym słyszeć. Skoro do tego dopuściliśmy, to już nie będziemy ingerować w to, co się stanie. Poczekamy i zobaczymy, czy rzeczywiście będziemy mieć to dziecko. Nie wiem, jak mogłabym w ogóle pomyśleć o wzięciu tabletki. Nie potrafiłabym tego zrobić. To nie jest krosta, którą mogę sobie ot tak wydusić.

Wcale nie liczyłam na to, że jednak nie będę w ciąży. Wręcz przeciwnie, byłam na to gotowa. Nie przerażała mnie ta wizja. Dopiero, gdy zobaczyłam wynik testu, przestraszyłam się. Pomyślałam, że na pewno nie skończę szkoły i zaczęłam płakać. Przez te trzy tygodnie oczekiwania na test, nie bałam się. Może nie byłam na tyle dojrzała, żeby liczyć się z konsekwencjami.

Chciałam, by to los zdecydował, czy rzeczywiście będę w ciąży. Zanim zrobiłam test, nie chodziliśmy ciągle zestresowani. Żyliśmy normalnie. Było tylko takie gadanie: jak będziemy mieć dziecko, to stracimy własne dzieciństwo.

Gdy test potwierdził ciążę, powiedziałam, że może odejść ode mnie teraz. Później rozstanie byłoby dla mnie zbyt trudne. Dałam mu czas, a on postanowił ze mną zostać. Po pięciu miesiącach ciąży powiedział mi, że mnie kocha. Leżeliśmy razem na łóżku, przytulał mnie i myślałam o tym, jak bardzo chciałabym nareszcie to usłyszeć. I rzeczywiście tak się stało. Wytknęłam mu: dopiero teraz mnie kochasz? Ale rozumiałam go. Trudno mu było wyrażać uczucia.

Często bałam się odrzucenia. Tego, że jak już wszystkim powiem, to po kolei się ode mnie odwrócą. Że będą mówić: to ta, która zaszła w ciążę. Pamiętam taką sytuację: w szkole spotkałam nauczyciela, który wcześniej długo mnie nie widział, bo ginekolog wypisał mi zwolnienie z zajęć. On już coś podejrzewał i śmiejąc się, zapytał wprost, czy nie jestem w ciąży. Nie odpowiedziałam, tylko też się zaśmiałam. Codziennie przychodziłam do szkoły i coraz więcej osób się domyślało. Ale starałam się nie przejmować. Myślałam czasami: ja będę miała dziecko, a wy nie… Czym mam się martwić?

Rozmowa z mamą była koszmarna. Prosiłam, by nie krzyczała, ale nie mogła się powstrzymać. Spytała, jak to będzie, gdy dziecko będzie miało dziecko. Nie wiem, na jaką odpowiedź liczyła. Pytała o nasze plany. Temat aborcji nie pojawił się ani razu. Nawet teraz nie chcę o tym myśleć. Gdybym znów zaszła w ciążę, byłoby jeszcze trudniej, ale nie zrobiłabym tego. Nigdy bym tego nie zrobiła.

Nie mogłam się doczekać, aż w końcu urodzę. W szpitalu strasznie się niecierpliwiłam. Sam poród był dla mnie ulgą. Bolało, ale zniosłam to bez trudu. Gdy pierwszy raz zobaczyłam moją córkę, najpierw zwróciłam uwagę na jej paznokcie. Nie chciało mi się wierzyć, że są tak ładne. Mam obsesje na tym punkcie, moje mi się nie podobają, a jej wyglądały tak, jakby tuż przed przyjściem na świat zajrzała do kosmetyczki.

Wszystkie dziewczyny w moim wieku myślą, że poród to coś strasznego. Pytały często, czy się nie boję. W ogóle się nie bałam. W kółko myślałam o tym, żeby urodziła się zdrowa i ładna. Gdyby była brzydka, też bym ją kochała.
Urodziła się piękna.

Dziś

Pamiętam kilka sytuacji bezinteresownej wrogości ze strony ludzi. Kiedyś, na jednym z portali społecznościowych, ktoś pod moim zdjęciem napisał: zapłodniona. Nie wiem, kto to był. Napisał tylko to jedno słowo, żadnych innych wyzwisk. Za to w szkole zaczęto mnie chwalić, bo nagle z beznadziejnej uczennicy, stałam się jedną z lepszych.

Mama w ogóle mi nie pomagała. Czułam do niej straszny dystans. Wydaje mi się, że potęgowała to depresja poporodowa. Byłam wobec niej trochę nie fair. Choć miałam do tego prawo. Ciągle pamiętałam, jak wcześniej, gdy dowiedziała się o ciąży, nazwała mnie kurwą. Ale później moja ciąża ją zmieniła. Zaczęła się troszczyć.

Po urodzeniu dziecka, namiętność zaczęła umierać. Wcześniej seks z nim był najlepszy na świecie, ale teraz stał się tylko obowiązkiem. Głupio mi było odmawiać, ale nie miałam na to siły i ochoty. Ale tu nawet nie chodziło o ciążę tylko – o to całe życie. Córka, nauka, szkoła, kompletny brak czasu. I tylko czasami chwila odpoczynku: film albo seks… Już nie było tego dreszczyku emocji, co kiedyś. Dziś, kiedy patrzę w lustro, to na szczęście znów się sobie podobam. Ciąża nic tutaj nie zmieniła. Choć czasem porównuję się do swoich rówieśników i widzę siebie jako zmęczoną, 30-letnią mężatkę z doświadczeniem. Ale nie chcę tak o sobie myśleć.

Czy nie potrafię przejmować się przyziemnymi sprawami? Nie sądzę. Może nie umiem martwić się błahostkami, jak część moich rówieśników, ale boję się na przykład o moje studia. Koniecznie muszę je skończyć, muszę dać z siebie wszystko. Cała masa moich znajomych marnuje czas. Gdy się obgadują, niszczą nawzajem. Irytuje mnie, gdy mogą się uczyć, bo nie mają dzieci, a mimo to olewają. Ja czasami bardzo bym chciała się spokojnie pouczyć.

Pojutrze

Pamiętam, że gdy jeden z moich braci dowiedział się o ciąży, zadzwonił do mnie: słyszałem, że się skurwiłaś. Wyzywał mnie, a po chwili zaproponował pomoc. Do tej pory nie miałam z nim praktycznie żadnego kontaktu. Dzięki ciąży, zaczął ze mną normalnie rozmawiać. Drugi z braci został chrzestnym mojej córki. Pomaga mi, pamięta o jej urodzinach. Moja córka zmieniła relacje między mną a mamą i braćmi. Także między mną a babcią. Dalej oskarżam ją o zniszczenie życia mojego taty, ale pozostawiam to już za sobą. Ona teraz z niecierpliwością czeka na mój przyjazd z córką, a kiedyś tylko się kłóciłyśmy. Tak naprawdę – to moja córka ich wszystkich zmieniła. Gdyby nie ona, wciąż żyłabym gdzieś bardzo daleko od nich. Nigdy nie pozwolę, żeby ktokolwiek nazwał ją kiedyś tak, jak mnie moja rodzina.

Dziś chyba nie chcę być w związku z ojcem mojej córki. To wszystko mnie przerasta. Na pewno jesteśmy związani do końca życia, ale nie wiem, czy to na pewno ten facet. Gdy byliśmy razem, wpadliśmy w straszną rutynę. Zachowywaliśmy się jak stare, nieszczęśliwe małżeństwo. Tak się czułam, mając dziewiętnaście lat. Powiedziałam mu: jest beznadziejnie między nami! Zaczęliśmy się kłócić. Zerwałam z nim w Anglii, gdy pojechaliśmy tam razem do pracy. Wszystko co robił, irytowało mnie, choć to wcale nie była jego wina. Kocham go za wszystko, co razem przeszliśmy. Jeszcze nie wiem, czy to wystarczy. Wiem za to, że nikt nie jest tak dobry jak on.

Niedawno znów zaczęłam się umawiać z chłopakami. Momentami czuję się dokładnie tak, jak wcześniej. Seks smakuje tak samo, jest wspaniały, nie mechaniczny. Ciągle jestem zdolna do namiętności, choć to, co się wydarzyło, mogło to wszystko we mnie zabić.

Myślę, że moja córka zyska na tym, na czym ja straciłam. Nikt nie zwróci mi części dzieciństwa, ale jej zapewnię jak najlepsze. Chcę, żeby ona nie miała takich ograniczeń jak miałam ja. Żeby mogła zwiedzać, chodzić na kurs tańca, uczyć się gry na gitarze. Ja marzę o tym od kilkunastu lat.

Kiedyś powiem swojej córce, że nie była planowana. Nie wiem, czy mi podziękuję, czy będzie mieć do mnie żal. Czasami ja sama żałuję, że nie urodziła się w lepszej sytuacji. Przykro mi, bo nie jestem w stanie stworzyć jej normalnego domu, w którym mogłaby się spokojnie wychowywać. Ona ciągle jest gdzieś przerzucana. Mam nadzieję, że to nie wpłynie na jej przyszłość. Chociaż czasami budzi się w nocy i krzyczy: „nie, nie!” Albo: „mama, mama!”. Bardzo bym chciała, żeby zapomniała o tych koszmarach, gdy dorośnie.

***

Usłyszałam kiedyś: podziwiam cię, że się zdecydowałaś. Dziwi mnie to i trochę martwi. Wkurza mnie, jak beztrosko korzystamy z przyjemności, a później po prostu sięgamy po tabletki lub aborcję. Uprawiamy seks i nie liczymy się z konsekwencjami. Nie chciałabym nikogo oceniać, ale za łatwo odbieramy życie. Wiem, że są takie czasy, ale dlaczego po wpadce nie mamy chociaż odwagi… wziąć odpowiedzialności za życie?

***

Czasami wspominam ten dzień, w którym się kochaliśmy. Pamiętam ten seks i moment, gdy prezerwatywa zawiodła. Gdy patrzę na swoją córkę i widzę, że jest mądra i błyskotliwa, to myślę sobie, że to był najpiękniejszy dzień w moim życiu.