Słowa, które nie wymagają komentarza

Wizytę Franciszka podsumowuje Rafał Cieniek

Każde pokolenie ma swoje wyzwania. Można spojrzeć na nie na dwa sposoby. „Egoistyczno-kanapowy” lub „pokornie-miłosierny”. Jan Paweł II, a za nim Benedykt XVI i Franciszek zgodnie, jak chyba żadni papieże wcześniej, zachęcają do tego drugiego podejścia. Ludzkość sprawiła, że po 1985 roku „zmieniło się oblicze ziemi”, choć w tamtym czasie niewielu wierzyło w pokojowe reformy. Teraz kolej na nowe pokolenie, kolej na nas.

Słowa Franciszka nie wymagają komentarza. Trafiają w punkt bez krzykliwej oprawy. Trafiają w punkt tak samo dobrze, jak milczenie papieża. Po jego wizycie zamiast komentarza na usta ciśnie się apel: czytajcie Franciszka, słuchajcie jego katechez, przemówień i homilii. Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, to zacznijcie też czytać jego encykliki. Po co? By atmosfera Światowych Dni Młodzieży stała się codziennością, a nie tylko wspomnieniem.

Niedługo po Światowych Dniach Młodzieży w 1991 roku rozpadł się ZSRR. Wielu twierdzi, że jedną z przyczyn upadku była modlitwa młodych ludzi i słowa Jana Pawła II wypowiedziane w Częstochowie. Wielu chciałoby takiego „upadku” i dzisiaj. Marzą o zmianach w Kościele, reformie jego skostniałych struktur, zwróceniu się katolików w stronę ludzi z marginesu. Słychać nieśmiałe słowa nadziei, mówiące o upadku egoistycznej polityki światowej, a nawet o upadku muru dzielącego chrześcijaństwo i islam. Czy to możliwe?

franekFranciszek podczas ŚDM 2016

Niemożliwe dla „kanapowego” chrześcijanina. Niemożliwe dla „młodego-emeryta”. Niemożliwe dla pełnego kompleksów człowieka „niskiej postury”. Niemożliwe dla „sparaliżowanego wstydem”. Niemożliwe dla człowieka zapatrzonego w „szemrzący tłum”. Niemożliwe dla duchowieństwa „zamkniętego za drzwiami”. Te niezwykle proste diagnozy papieża są trudnym rachunkiem sumienia. Franciszek uświadamia, że w takim stanie ducha nie uwierzymy w możliwe zmiany w nas, w naszych rodzinach, w naszym otoczeniu, w Polsce i na świecie.

Taki trudny rachunek sumienia czeka każdego, kto słuchał papieża przemawiającego na ŚDM w Krakowie. Jednak Franciszek nie poprzestaje na wskazywaniu przyczyn i stawianiu smutnych diagnoz. Wręcz przeciwnie. Są one punktem wyjścia do przesłania Światowych Dni Młodzieży: miłosierdzia Boga. Miłosierdzia, które nie ma ograniczeń, dla którego nie ma przeszkód nie do pokonania, którego Bóg nie umie powstrzymać.

Ale zaraz. Czy islam można pogodzić z chrześcijaństwem? Jak miałoby się to stać? Czy islamiści nie dokonują zamachów, czy nie żyjemy w lęku przed śmiercią z rąk terrorystów? Czy papież nie przesadza z marzeniami o świecie bez wojen? Czy Kościół w Polsce naprawdę wymaga reformy? Przecież 90% Polaków to katolicy, co więc zmieniać? Po co ruszać coś, co jakoś działa, można to tylko popsuć. Czy Kościół na świecie nie jest super organizacją, skoro tylu młodych z każdego zakątka świata przyjechało do Krakowa?

A czy ktoś podczas pierwszych Światowych Dni Młodzieży w 1985 roku myślał o rozpadzie ZSRR?Czy ktoś 10 lat wcześniej był w stanie wyobrazić sobie papieża Polaka, który zaprosi młodych z całego świata i oni przyjadą?Czy ktoś po okropieństwach II wojny światowej wierzył w pojednanie z Niemcami?Czy nie obawiano się zamiany „zimnej wojny” w „gorącą”? Czy utrwalony podział świata na „zachodni” i „wschodni” można było zmienić? Czy ktoś w latach 50-tych wierzył w gigantyczną reformę Kościoła przeprowadzoną na Soborze Watykańskim II? Czy ktoś wierzył, że papież z Argentyny łamiąc wszelkie kościelne tradycje ogłosi jubileusz miłosierdzia w 50 lat po soborze i zaprosi młodych do wolnej Polski, do Krakowa?

Każde pokolenie ma swoje wyzwania. Można spojrzeć na nie na dwa sposoby. „Egoistyczno-kanapowy” lub „pokornie-miłosierny”. Jan Paweł II, a za nim Benedykt XVI i Franciszek zgodnie, jak chyba żadni papieże wcześniej, zachęcają do tego drugiego podejścia. Ludzkość sprawiła, że po 1985 roku „zmieniło się oblicze ziemi”, choć w tamtym czasie niewielu wierzyło w pokojowe reformy. Teraz kolej na nowe pokolenie, kolej na nas.

Nie wierzymy, że istnieje pokojowe rozwiązanie kryzysu imigracyjnego. Chcemy zamykać granice dla wszystkich w obawie przed nielicznymi. To wygodne, „kanapowe” i tchórzliwe podejście. Boimy się naszej „niskiej postury” – przecież nie jesteśmy gotowi na przyjęcie takiej liczby imigrantów. „Paraliżuje nas wstyd”, gdy chcemy głośno mówić to, co podpowiada nam serce. A serce każdego, o czym jestem przekonany, podpowiada, że należy pomóc tym, którzy tej pomocy potrzebują. A gdy już się zdecydujemy powiedzieć nasze zdanie, to w końcu i tak ulegamy „szemrzącemu tłumowi”, który wyśmiewa nasz prosty i zwyczajny, ludzki odruch serca. Który wprost zarzuca nam prostactwo i niezrozumienie głębi problemu, mówi o procedurach, silnej kulturze islamu, żerowaniu na bogatych społeczeństwach.

POLAND-VATICAN-DIPLOMACY-RELIGION-POPE-YOUTHPapież w trakcie mszy świętej w ramach ŚDM 2016

Problem imigrantów pojawia się jako globalne wyzwanie naszych czasów i papież mówi o nim często i wyraźnie. Jak nikt inny ma do tego prawo. Kto dziś pamięta, że ponad trzy lata temu w swoją pierwszą podróż Franciszek udał się do imigrantów na Lampedusę? Działo się to w czasie, gdy niewielu w Europie i niemal nikt w Polsce nie uświadamiał sobie skali problemu.
Zresztą imigracja to nie jedyne wyzwanie, o którym mówi Franciszek. Papież wskazuje również wyraźnie na „imigrantów” wewnątrz społeczeństw: więźniów, chorych, niepełnosprawnych, biednych, słabych, uzależnionych, odrzuconych, ludzi z marginesu, środowisk patologicznych, o odmiennych poglądach, kolorze skóry itd. To „emigracja”, na którą społeczeństwa skazują własnych obywateli. To problemy, na które godzimy się poprzez naszą obojętność i wygodę.

Papież wskazuje prostą drogę do rozwiązania tych problemów. Jest nią Jezus Chrystus, miłosierny Bóg, który „nikogo nie odrzuca i nikim nie gardzi”. By go dostrzec potrzebna jest pokora, którą Franciszek pokazuje na każdym kroku. „Młodzi przybyli do Krakowa, by spotkać Jezusa” – to pierwsze zdanie wypowiedziane przez papieża w kazaniu na Mszy Posłania. Franciszek sam usuwa się w cień i pokazuje tego, który rzeczywiście może stać się natchnieniem i inspiracją do działania dla młodych.

Franciszek opowiada młodym o spotkaniu z Jezusem. Takim Jezusem: „Bóg nas miłuje takimi, jakimi jesteśmy, i żaden grzech, wada czy błąd nie sprawi, by zmienił swoje zdanie. Dla Jezusa – jak pokazuje to Ewangelia – nikt nie jest gorszy i daleki, nie ma człowieka bez znaczenia, ale wszyscy jesteśmy umiłowani i ważni: ty jesteś ważny! A Bóg liczy na ciebie z powodu tego, kim jesteś, a nie z powodu tego, co masz: w Jego oczach nic nie znaczy, jak jesteś ubrany, czy jakiego używasz telefonu komórkowego. Dla Niego nie jest ważne, czy podążasz za modą – liczysz się ty. Takim jaki jesteś. W Jego oczach jesteś wartościowy, a twoja wartość jest bezcenna” – mówi Franciszek. Taki Jezus pociąga młodych. Taki Bóg może stawiać wysoko poprzeczkę dla wierzących. Taki Bóg może zażądać zmiany siebie i świata.

Dni młodych nie są wydarzeniem, które w skali globalnej owocuje „na drugi dzień”. Potrzeba wielu lat, by ci młodzi, którzy teraz słuchali papieża, jeszcze lepiej poznali Jezusa, lepiej ukształtowali swoją wiarę. Potrzeba lat, by przejęli stery w swoich społeczeństwach i zmieniali je od środka, zgodnie ze słowami Ojca Świętego. Jednak doświadczenie Światowych Dni Młodzieży to nie tylko słowa papieża do młodych. To także wielka nauka dla każdego chrześcijanina, dla polskiego społeczeństwa i świata.

Widząc wielokulturowe, kolorowe, radosne, rozśpiewane, roztańczone, rozmodlone, ale też absolutnie naturalne i lubiące odrobinę szaleństwa tłumy na ulicach Krakowa, każdy kogo spotkałem miał ochotę do nich dołączyć. Deszcz i upał nie był problemem, odległości tym bardziej. Rasa, inna kultura i język nie były przeszkodą. Wszystkich łączyła miłość i płynąca z niej radość.

„Kanapowi” powiedzą, że to nieprawda lub katolickie brednie. Tylko nie będą w stanie wytłumaczyć braku negatywnych wydarzeń między młodymi. Tajemnicą będzie dla „emerytów” absolutny pokój panujący między ludźmi, których kraje są w stanie wojny. Nie wytłumaczą bezinteresownej życzliwości setek tysięcy osób, która wylewała się strumieniami ze wszystkich stron. Nie wytłumaczą biskupów tańczących z młodymi na ulicach, sióstr zakonnych i księży, którzy są żywym świadectwem dobroci i życzliwości, osób starszych, którym udzielał się entuzjazm młodych. Takie doświadczenie potrafi zmienić najbardziej zatwardziałe i oporne ludzkie serca. Potrafi wzruszyć przysłowiowy kamień.

Radosne zachowanie, uśmiech,entuzjazm, energia, absolutna wielokulturowość połączona jedynie spoiwem wiary dają nadzieję na lepszy świat, bez wojen, niesprawiedliwości i wyzysku w przyszłości. Powiecie, że to mrzonki. Może i tak, ale od marzeń młodych wszystko się zaczyna. Marzenia młodych mogą bardzo łatwo stać się marzeniami starszych, a w końcu także celem i wizją całych społeczeństw.

Takie marzenia ma papież Franciszek, który podczas mszy świętej w Brzegach mówił: „Światowy Dzień Młodzieży, moglibyśmy powiedzieć, rozpoczyna się właśnie dziś i trwać będzie jutro, w domu, bo od teraz to tam Jezus chce ciebie spotykać”. Życzę Polsce, światu i sobie, aby takie Światowe Dni Młodzieży właśnie się rozpoczęły.

* Rafał Cieniek jest dziennikarzem i redaktorem prowadzącym Serwisu Wiadomości portalu Onet.pl