Smok

Obserwacje Marek Jastrząb

Wszyscy ponosimy winę za obecny stan rzeczy. Bo to my dyktujemy smak, sterujemy społecznymi upodobaniami, rządzimy namiastkami etyki. My, czyli dziennikarze z Bożej łaski, uwikłani w tendencyjne komentarze, politycy zajęci troską o swoje dobro, cały ten elektorat konfliktu. A także plankton wyborczy, nieczuły na wydarzenia, które go rzekomo nie dotyczą.

Zajmę się wpływem bredni na rzeczywistość i powiem, kto ten wpływ wywiera. Lecz wybaczcie, że nie będę sypał nazwiskami; nie mam zamiaru wytykać kogokolwiek palcem, bo według mnie wszyscy kolebiemy się na tym samym wozie. Oczywiście, możemy dyskutować, który polityczny obóz rozpoczął wkładanie kija w szprychy, ale co to da? Są dwa garnki i oba smolą.

Przytoczę pewną bajkę: w książce „Przy szabasowych świecach”, zbiorku anegdot i dowcipów, w jednej z przypowiastek („O sile sugestii”), Horacy Safrin pisze, że był sobie pewien uczony staruszek pracujący nad jakimś skomplikowanym zagadnieniem. Siedział przy otwartym oknie i za diabła nie mógł się skupić, bo pod tymże oknem brykała jazgotliwa dziatwa. W pewnym momencie nie wytrzymał i zdenerwowany hałasem krzyknął do niej, że za górą ukazał się smok.

Przez moment panowała cisza, a po chwili rozległ się tupot wielu nóg. Zaciekawiony mędrzec wejrzał przez okno i zobaczył, że pół wsi wali gościńcem w kierunku góry. Wówczas przyoblekł się w kapotę, do ręki wziął kostur, a kiedy zamierzał dołączyć do pędzącego tłumu, obywatelka małżonka zapytała go, czemu tam idzie. Odpowiedział, że skoro tylu ludzi wierzy w te brednie, to może coś w nich jest.

*

Faktycznie, oszustwo powtarzane wielokrotnie, przeradza się w prawdę. Lecz, jak doskonale wiemy, jest to prawda głoszona przez Radio Erewań: pogłoskowa, niezupełna i rozmydlona,  bo oparta na domniemaniach uważanych za pewniki. Jest raczej prawdą drugiej świeżości, jakby rzekł Szatan z Mistrza i Małgorzaty Bułhakowa. Mówiąc językiem Gomułki: ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra.

Zacietrzewienie, kłamstwa, rany zadawane na oślep, bez opamiętania i zastanowienia, są to charakterystyczne cechy dzisiejszych wypowiedzi. Przyznać trzeba, że objawy językowego zdziczenia występują po obu stronach polskiej barykady. Niezależnie, skąd te słowa pochodzą, od władz, czy opozycji, są pozbawione kultury, etycznych hamulców i budzą niesmak. Emocjonalne, naszpikowane złą wolą, przeważnie stronnicze i złośliwe naświetlenia rzutują na polityczną sytuację kraju, a sufitowe poglądy mają wpływ na rozumienie świata. Także na życie rodzinne przesiąknięte wrogością. Możemy więc zaobserwować tępe szczucie jednej części narodu na drugą. A choć są to rozumienia sprzeczne z faktami, subiektywne, przez co irytujące, przyznać trzeba, że zamiast zniknąć z pola naszego zainteresowania, staną się wkrótce coraz powszechniejsze. I taka niewesoła perspektywa rysuje się coraz wyraźniej.

Już to bezustanne jątrzenie przynosi efekty. Już  jest tak nagminne, że za niewiele lat przestaniemy toczyć boje o prawdę i damy sobie z nim spokój; uwierzymy, iż bez knucia nie potrafimy istnieć; damy radę uwierzyć w zżerającego nas demona obskurantyzmu (jak mamy skutecznie walczyć ze smokami, skoro błędnych rycerzy przybywa, a żaden z nich nie chce zrezygnować ze swojej paranoi?).

Duchy, zjawy i horrory pętają nam się po sfanatyzowanych oczętach. A że wątlutkie przypuszczenia mamy za żelazne pewniki, to jeszcze przed wdrożeniem śledztwa znamy jego rezultat.

Nachalne wciskanie lipy zatyka mózg, broni przed rozsądkiem, sprawia, że przewód łączący czaszkę z analitycznym pomyślunkiem zaczyna nam buksować  na wybojach logiki i tak odgrodzeni od zdroworozsądkowych sądów poddajemy się propagandowemu tsunami. Ulegamy, wiemy swoje, wierzymy w ciemno, awansem, bez zastrzeżeń, na wyrost, w byle co i nie mając żadnych obiekcji, idziemy na Łysą Górę, gdzie pojawił się smok, by już bez przeszkód uprawiać seks z dialektyką.

*

Konkluzja: wszyscy ponosimy winę za obecny stan rzeczy. Bo to my dyktujemy smak, sterujemy  społecznymi upodobaniami, rządzimy namiastkami etyki. My, czyli dziennikarze z Bożej łaski, uwikłani w tendencyjne komentarze, politycy zajęci troską o swoje dobro, cały ten elektorat konfliktu. A także plankton wyborczy, nieczuły na wydarzenia, które go rzekomo nie dotyczą.

Marek Jastrząb – felietonista portalu Polska ma Sens, autor cyklu „Obserwacje Marka Jastrzębia”. Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”, drukował także w „Odrze”,  „Nowym Wyrazie” „Nowej Okolicy Poetów”, Miesięczniku Literackim”, „Faktach”, „Promocjach”, „Przekroju”, „Nowej Gazecie Literackiej”,”Poboczach”, „Kwartalniku Artystycznym” „Akancie”, „Migotaniach”, „Tyglu”, „Gazecie kulturalnej”, „BIK-u”,trzech antologiach „Ogrodu ciszy”, w e-tygodniku literacko-artystycznym pisarze.pl, oraz w „Polsce Ma Sens” i prasie lokalnej. Zamieszczał w tych pismach opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek.  Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.

 

Marek Jastrząb

@ chcesz wyrazić swoje zdanie? Twój głos ma Sens! napisz: info@polskamasens.pl