Smoleńsk, który łączy

Janusz Schwertner

Nie potrafię i nie chcę oceniać moralności rodzin, które w Smoleńsku straciły bliskich. Nie chcę wikłać się też w oceny zachowań ludzi gromadzących się każdego 10 kwietnia na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. To są ich emocje, a nie moje. Wiem za to, że Barbara Kazana - z błyskiem w oku opowiadająca o miłości, romantyzmie, nadziei i słabości ludzkiej śmierci - daje nam wszystkim lekcję wzajemnego poszanowania. I także lekcję tego, że Smoleńsk jednak może nas łączyć.

Porozmawiałem z Barbarą Kazaną. 10 kwietnia 2010 roku straciła męża i poczucie sensu. Znaczy, tak mi się tylko wydawało.

Chciałaby, żeby o jej mężu mówiło się więcej. Bo owszem, o katastrofie smoleńskiej mówimy dużo, w telewizji, radiu, na forach internetowych, na ulicy. Ale mało o ofiarach. A gdyby te wielogodzinne spory o Smoleńsk zamienić na pogawędki o ludziach – którzy zginęli i zostali w pamięci – to byłoby lepiej.

Mariusz Kazana. Spec od kindersztuby, znawca Francji, czołowa postać w MSZ. Koledzy mówili, że jest jak piorunochron, bo jak nikt inny rozładowuje napięcie i kieruje je w swoim własnym kierunku. Całe życie z tego korzystał. Gdy za polską dyplomację odpowiadała Anna Fotyga, dwoił się i troił, żeby państwo ucierpiało na tym jak najmniej. Gdzieś w tle, po cichu, gasił pożar, który jego szefowa z uporem maniaka ciągle rozniecała na nowo.

Tuż przed Smoleńskiem dokonywał cudów, starając się pogodzić wodę z ogniem. W trakcie pamiętnej „wojny o stołek” między Donaldem Tuskiem a Lechem Kaczyńskim, pozostawał lojalny wobec obu. Kochał państwo, a skoro tak, to miejsce dla siebie widział gdzieś pomiędzy jednym a drugim. Choć najwięcej ciepłych słów mógłby powiedzieć o Marii Kaczyńskiej – z wzajemnością.

W długiej rozmowie, którą odbyliśmy z Barbarą Kazaną (polecam ją Państwu pod tym linkiem: http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/po-smolensku-milosc-ktora-jest-silniejsza-wywiad-z-barbara-kazana/4bdq6yl) mówiliśmy o miłości, która wygrała ze śmiercią. Bo ta od śmierci okazała się silniejsza. Łatwo to zrozumieć, gdy przyjrzy się działalności fundacji, którą pani Barbara prowadzi wraz z córką.

O formie dyplomacji, proponowanej przez Mariusza Kazanę, mówiło się „dyplomacja kulturalna”. Sądził, że w relacjach z innymi państwami rola kultury była nie do przecenienia. Organizował wystawy, promował polską sztukę, popularyzował grafikę. Zaraz po planowanym powrocie ze Smoleńska miał otworzyć kolejne wydarzenie. Nie zdążył, ale później zrobiły to dwie najbliższe mu osoby.

Barbara Kazana twierdzi, że jej mąż wciąż jest. Może i wyjechał w najdłuższą delegację w życiu – i może rzeczywiście ciągle z niej nie wraca – ale naprawdę jest. Niby jak bez jego pomocy w ramach fundacji udałoby się zdziałać tyle rzeczy?

Nie potrafię i nie chcę oceniać moralności rodzin, które w Smoleńsku straciły bliskich. Nie chcę wikłać się też w oceny zachowań ludzi gromadzących się każdego 10 kwietnia na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. To są ich emocje, a nie moje. Wiem za to, że Barbara Kazana – z błyskiem w oku opowiadająca o miłości, romantyzmie, nadziei i słabości ludzkiej śmierci – daje nam wszystkim lekcję wzajemnego poszanowania. I także lekcję tego, że Smoleńsk jednak może nas łączyć.

Mariusz Kazana jest – dzięki fundacji jego imienia prowadzonej przez żonę i córkę. O jej działalności więcej można przeczytać na stronie internetowej i na Facebooku.