Spektakl w Sejmie, czyli PiS rozlicza

Krzysztof Burnetko

Próby do spektaklu trwały, co znamienne, grubo ponad pół roku. Sądząc po zapowiedziach z ubiegłego lata i jesieni, napisanie scenariusza nie powinno nastręczać żadnych kłopotów, ale widać jakieś się jednak pojawiły.

 

Sądząc zwłaszcza po „Wiadomościach” TVP, chleb został już skutecznie ludowi rozdany pod symboliczną postacią zasiłku 500+. Ale wrażenie trzeba jednak wzmocnić – stąd pomysł tzw. audytu. Czytaj: oskarżenia poprzedniej ekipy o wszelkie możliwe zbrodnie.

Próby do spektaklu trwały, co znamienne, grubo ponad pół roku. Sądząc po zapowiedziach z ubiegłego lata i jesieni, napisanie scenariusza nie powinno nastręczać żadnych kłopotów, ale widać jakieś się jednak pojawiły.

Widowisko na poważnej scenie, bo na forum Sejmu, zaczęła swoim jakże charakterystycznie głosem aktorka Beata Szydło. Zaczęła zgodnie z maksymą mistrza Hitchcocka (a w zasadzie jednego ze współpracowników reżysera), że najlepiej uderzyć trzęsieniem ziemi, a potem napięcie ma nieprzerwanie rosnąć. I tak wystąpienie rozpoczęło się od przypomnienia katastrofy w Smoleńsku. Po tym wrażenia nie mogło zrobić ani przywołanie afery podsłuchowej (skądinąd faktycznie wciąż niewyjaśnionej), ani Amber Gold.

Po takim występie następnym w scenariuszu aktorom – a byli nimi podwładni szefowej rządu – przypaść mogły najwyżej niewdzięczne role halabardników. Co gorsza, ich wystąpienia często dostarczają najwyżej wrednym krytykom paliwa do ripost czy wręcz kpin (i to opartych na liczbach i innych faktach).

A już poważniej: teatr urządzony przez PiS w Sejmie dowodzi jasno – i po raz kolejny – że w tym przypadku na żadne światełko w tunelu liczyć nie można. Do merytorycznej oceny poziomu rozliczenia wystarczy wspomniane rozpoczęcie go od sprawy katastrofy smoleńskiej. Oznacza to bowiem, że PiS wraca do swojego ulubionego motywu, kojarzonego dziś głównie z bredniami Antoniego Macierewicza.

Znamienne jest oczywiście i to, że akt oskarżenia został napisany rękami podległych ministrom urzędników, a nie – jak nakazuje klasa i standardy – jakiejś obiektywnej i fachowej instytucji. Więcej: jego prezentacja ograniczy się do wystąpień autorów, bo ponoć nie zostanie przedstawiony na piśmie.

A argumentem – także dla tych, których sami prominenci PiS, a dokładnie Jacek Kurski, nazywali niegdyś „ciemnym ludem” – może będzie to, że premier Szydło czy minister Szłamacha, którzy teraz znowu opowiadają Polakom, że Polska to kraj zrujnowany przez poprzednie rządy, nie tak dawno na użytek swoich zagranicznych rozmówców (odpowiednio: amerykańskich finansistów z Wall Street oraz ekspertów z agencji ratingowych) dowodzili, że Rzeczpospolita jest w świetnej kondycji.

Materiał pochodzi ze strony www.polityka.pl.