Szpilka idzie po Marzenia

Redakcja

 

To może być najtrudniejszy wieczór w życiu Artura Szpilki. Ale już sam fakt, że zdecydował się stanąć do tej walki, może budzić podziw. Wielu bokserów odwlekałoby ten moment, mając zapewne nadzieję, że szansa przyjdzie „jeszcze kiedyś”, gdy o sukces będzie prościej. Sęk w tym, że w historii sportu zapisują się zawsze ci, którzy w kluczowej chwili potrafią podjąć ryzyko. Szpilka to zrobił. Dziś stanie do walki z bokserem, z którym niejeden bałby się skrzyżować wzrok.

My będziemy trzymać kciuki za Artura. Po pierwsze dlatego, że to kolejny polski bokser, który postara się sięgnąć po pas Królewskiej Kategorii, a po drugie – kilka lat temu ujął nas jednym wywiadem, udzielonym portalowi Weszło!. Przypominamy jego fragment i – podobnie jak cała Polska – wspieramy Artura w walce o spełnienie Marzeń.

(..)

Powiedziałeś kiedyś, że pierwszy dzień w więzieniu był ciężki, a potem to już „plaża”.
Wiecie, jak to jest w filmach. Ja miałem szczęście, że wjechałem i od razu zacząłem grypsować. Byłem już medialny i cała grupa mnie znała. Szacunek od początku. Tak naprawdę nie miałem w więzieniu żadnej sprzeczki.

Poza tą z klawiszem. 
Sprawa jest w toku, więc o tym się nie mówi. Miałem spięcia z dwoma gośćmi, ale jeden liść i po sprawie. Wiele osób myśli, że jestem tępak. Nie znają mnie, nie wiedzą, jak mi się życie potoczyło. A ja w więzieniu doceniłem wiele spraw. Rodzinę, przyjaciół.

Wziąłeś się też za siebie. Książki, angielski…
No, przeczytałem 40 książek. Jakbym miał teraz czas, to czytałbym dalej. Nie ma w ogóle porównania do telewizji. Jak przeczytałem pierwszy raz „Potop”, to zwariowałem. Cała ta historia tak zryła mi beret, że po tej książce uznałem, że nigdy przed nikim nie ucieknę, choćby było ich siedmiu-ośmiu. Żyłem tym bohaterem. Budziłem się rano, apel, a ja zęby myłem, oczy i od razu przed książkę. Nawet trening raz odpuściłem. Jak Kmicic bronił Częstochowy, byłem taki dumny, kurwa…

Kto nie był!