TAK DLA KONTRMIESIĘCZNICY

Zofia Romaszewska napisała list do Amnesty International, żeby ta się odpieprzyła do wyszukiwania w PL łamania praw człowieka. Dlaczego obrończyni praw człowieka z czasów komuny pisze w obronie władzy rzeczy, jakie ostatni raz do AI pisał Jerzy Urban jako rzecznik Jaruzelskiego?

Witold Bereś

Zofia Romaszewska napisała list do Amnesty International, żeby ta się odpieprzyła do wyszukiwania w PL łamania praw człowieka. Dlaczego obrończyni praw człowieka z czasów komuny pisze w obronie władzy rzeczy, jakie ostatni raz do AI pisał Jerzy Urban jako rzecznik Jaruzelskiego?

Przypomnijmy, Romaszewska ma CV bohatera. I zawsze ją szanowałem. Tak, walczyła w obronie robotników (gdy Jarosław Kaczyński jeszcze spał u mamy). Tak, zakładała tajną radiostację (gdy prezes Kurski nie oferował wolności słowa w TVP). I – tu już bez grama krotochwili – siedziała w więzieniu, również za moją wolność. Przynajmniej długo tak myślałem. Teraz w liście do AI pisze „w Polsce każdy ma prawo do pokojowych demonstracji, natomiast nikt nie ma prawa przeszkadzać innym w ich potrzebie demonstrowania”.  Ciekawe – więc wasza wolność jest cenniejsza niż moja?

Romaszewska przypomina AI – a Onet nagłośnił jej słowa – , że w 1983 roku była „więźniem sumienia objętym Waszą [AI] opieką” i za to żywi wdzięczność. Ta wazelinka w chwycie retorycznym ma być dowodem na to, że bezstronnie opisuje problem: fanatycznych tzw. smoleńskich miesięcznic odpalanych przez PiS dziesiątego dnia każdego miesiąca, coraz większych kontrmanifestacji i zapowiedziany udział w najbliższej Frasyniuka i Wałęsy (ten ostatni w szpitalu wylądował). Nie ma w jej liście co prawda zdania: „doradzam (odpłatnie / nieodpłatnie – niepotrzebne skreślić) prezydentowi, którego wielu ludzi oskarża o złamanie prawa”, ale… Taka niezależność, jaka samodzielność Prezydenta Adriana Dudy.

„Chciałabym, aby wszystkie kraje Europy i świata mogły poszczycić się takim poziomem swobód obywatelskich, jaki panuje w Polsce” – dodaje Romaszewska. No brawo! Na przykład Wielka Brytania? Szwecja? Kanada? Śmiało – gdzie jest tak dobrze jak w PL?

Bo jej zdaniem sprawa jest prosta: ot, takie jest w PL prawo.  Sejm klepnął ustawę, którą mu klepnął przetrącony Trybunał Konstytucyjny. Sprowadza się ona w gruncie rzeczy do tego: wszyscy mamy równe prawa do demonstracji, ale prawa Kaczyńskiego są równiejsze.

Trochę to tak, jakby jakiś jajogłowy w III Rzeszy napisał w roku 1935 do Ligii Narodów, że ustawy norymberskie zostały wprowadzone tylko po to, aby chronić samych Żydów (przypomnijmy, rząd III Rzeszy miał wtedy, jak i rząd PiS, dwa lata rządzenia za sobą i demokratyczny mandat, a niewiele jeszcze zapowiadało tragedię).

Ach, was irytuje nieustanne porównywanie do III Rzeszy? O, przepraszam, nie chciałem. To może popatrzmy na prawo PRL, kiedy to zamykano za zaśmiecanie ulic, gdy opozycjoniści rzucali ulotki? Aha, tu praw nie układał suweren? OK – więc może USA i prawa stanowe pozwalające na początku lat 60. na segregację rasową? Tak, tak: ojczyzna demokracji łamała prawa człowieka, ale inni ludzie, używając akcji non-violence, walczyli z łajdactwem.

Bo co zrobić, gdy wielu uważa, że uchwalone prawo jest jawnie niesprawiedliwe? Kiedyś p. Romaszewska znała odpowiedź, dziś tego nie rozumie. Jasne, to boli siedzieć u Adriana i zadawać sobie proste pytania.

Ale może taka konstatacja: AI interweniuje nie wtedy, gdy nie ma demokracji. Interweniuje, gdy władza łamie prawa człowieka. Więc jeśli stajesz po stronie władzy, to choćby miała ona rację, patrz czy ktoś z tej racji nie cierpi. A jeśli jesteś człekiem prawym, nie pyskuj publicznie w obronie silniejszego, bo z twej prawości zostaje tylko skręt w stronę do półki, na której – jak wiesz – stoją konfitury.

„Zawsze uważałam AI za organizację poważną i nie poddającą się łatwo prymitywnej propagandzie politycznej” – dodaje też była opozycjonistka.

OK, z przyjemnością dodaję „prymitywnego propagandzistę” do długiej listy ciepłych określeń oddających nasze zaangażowanie polityczne. Byli obywatele drugiego sortu. Byli walczący po tej stronie, gdzie stało ZOMO. Byli i zdrajcy wyrastający z pnia Komunistycznej Partii Polski. Tak, serce roście – wszystkie te określenia padły na tych uduchowionych, religijnych miesięcznicach smoleńskich. Tylko się modlić.

Jeszcze jedno. Mam tę przewagę nad Zofią Romaszewską, że nie muszę myśleć o zwierzchnikach (nie mam takowych), a już na pewno – nie muszę z kamienną twarzą odgrywać barona Munchausena bezstronności.

Bo nie o to chodzi, że jestem za PO, Nowoczesną czy SLD. Odwrotnie – w pewnym sensie jestem nawet za PiS. Bo Polskę się buduje również na czasy, kiedy rządzący przechodzą do opozycji – a kiedyś przejdziecie, gwarantuję wam. Dzisiaj chcecie Polski katolicko-konserwatywno-ksenofobicznej? Większość Polaków oszalała i jest za wami? Trudno. Proszę, róbcie ją sobie, będę z nią walczył, ale w ramach prawa. Jeśli jednak wy prawo łamiecie i naginacie, żeby sobie ułatwić budowę tego paskudztwa, to jasne, że nikt takiego prawa nie będzie szanował i nie będzie się nim kierował.

Więc tak, jestem stronniczy jak diabli. Trzeba was zatrzymać.

Dlatego 10 lipca i każdego możliwego dziesiątego z następnych miesięcy pójdę w proteście usiąść przeciwko Sekcie.