Taka Polska ma Sens: Jacek

Barbara Giers

 

 

Uważasz, że Polska ma Sens dzięki ludziom, którzy tu żyją? Masz wokół siebie osoby, które cenisz szczególnie? Twoim autorytetem jest któraś z osób publicznych… a może ktoś z najbliższego otoczenia? Rodzice, przyjaciel, babcia, brat, siostra? Napisz nam o tym! Pod adresem info@polskamasens.pl czekamy na zdjęcia Waszych najbliższych wraz z krótkim opisem. Wyjaśnijcie nam, za co cenicie osoby, które sprawiają, że Polska ma Sens! 

Trwa akcja „Taka Polska ma Sens”. Pisaliśmy o niej tutaj. Uważnie czytamy wszystkie listy  i uśmiechamy się przekonani, że Polska ma sens – właśnie dzięki Wam. Oto jedno ze zgłoszeń. Napisała do nas Barbara Giers. 

 *

Dziwna historia. Internet daje nam możliwości, poszerzanie grona znajomych.

Tak właśnie poznałam mojego Przyjaciela: pisarza, prozaika i felietonistę Jacka Wangina, po przeczytaniu jego książek „Gdy wrony zawrócą”, „Przewrotka” i „Lucka rzecz”.

Pragnę śmiało stwierdzić, że właśnie dzięki takiemu człowiekowi Polska ma sens. Stwierdzenie Jacka: „Moja biografia jest zbyt skąpa na literaturę” utwierdza nas w przekonaniu, jak bardzo skromnym jest człowiekiem, mimo wielkiego talentu literackiego.

Jacek ukończył filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim, tam również mieszka i tworzy swoją historię. Pragnęłabym, żeby większe grono ludzi o nim usłyszało, gdyż zasługuje na to jako człowiek kultury, nieprzeciętnej osobowości, cudownej wyobraźni – w tych zabieganych czasach niespotykany.

 

Jacek Wangin
Jacek Wangin

Jacek Wangin pisuje również tutaj. Poniżej fragment jednego z felietonów: o modzie i obciachu.

 

Tak, nadszedł ten dzień. Wstałem z krzesła i nic już nie mogło mnie zatrzymać w drodze do lustra. Zobaczyłem to raz jeszcze, więc spokojnie mogłem ogolić twarz i głośno wyznać. Powiedzmy sobie jasno: przez całe życie byłem wyznawcą obciachu i żadnej idei nie byłem tak wierny. Początkowo i to przez dłuższy czas na skutek nędzy PRL-u, potem chyba z lenistwa, ale zawsze z lęku przed śmiesznością. Dlaczego nie miałem pojęcia o modach, trendach i zajobach stadnych? Przecież nie z wyboru, z pragnienia bycia ponad, wywyższania się i kroczenia własną drogą, ja tak zwyczajnie, bez politycznego nacisku i ideologii. Samo wyszło, bezrefleksyjnie i bez powodu do dumy, zwykle lecieć musiałem, czasu nie było.

Co stadu dziś miłe, za pół roku stado nazwie szczytem obciachu. Z tęsknoty do trwałości bezpieczniej sięgać po obciach jako niezmienny element trwania. W konsekwencji tego wyboru omijałem marki znane z tego, że stanowią markę, a sklepy z konfekcją odwiedzałem w sytuacjach kryzysowych, gdy krok spodni przypominał radziecką firankę po ewakuacji bazaru, a długość nogawki mylnie wskazywać mogła na pasję połowu planktonu w pobliskiej sadzawce. (…)

Od jakiegoś czasu nie mogę oprzeć się wrażeniu, że przeróżne trendy działają chyba odwrotnie proporcjonalnie do postury nosicieli produktów mód wszelakich i wyzbywają oporu przed kompromitacją. Po raz pierwszy przyszło mi to do głowy podczas wszechogarniającej mody na leginsy, kiedy to niektóre panie wbijały tak intensywnie swoje nadwagi w modny ciuch, że nie tylko przypominały ciasno związany baleron przed wizytą w wędzarni, ale ich nieszczęsne leginsy nabierały przezroczystości rajstop 20 den i ujawniały publiczności dwuznaczną barwę nici w rzyci. Teraz jednak, gdy obserwuję z niepokojem, jak chwilowe mody dopadają facetów, mam inny dylemat: czy dzieje się tak dlatego, że panowie niewieścieją do tego stopnia, że byle głupota ma świadczyć o ich atrakcyjności, czy jednak są na tyle mizerni we własnych oczach, że muszą potwierdzać męskość w spojrzeniu swoich samiczek, nawet za cenę żenady? Czy chodzi o przypodobanie się wybrance, czy jednak o lęk przed piętnującym stadem? (…)

Od jakiegoś czasu rozglądam się w tramwaju, pubie, w pociągu, na ulicy i mam wrażenie, że im więcej wokół „drwali”, tym dalej do lasu. Moda zadziałała wyraźnie na opak. Chyba, że mam wyjątkowego pecha, bo gdzie się nie ruszę, spotykam coś pomiędzy hipsterem, krasnalem ogrodowym a fanem Conchity Wurst. Gdzie się nie ruszę kroczy kpina zarośnięta, co z piły łańcuchowej uniosłaby najwyżej osłonę łańcucha, a i to z trudem i w znoju, prawdopodobnie łamiąc sobie przy tym najnowsze tipsy męskości.

Ale mimo wszystko rąk nie załamuję. Z nadzieją poczekam na kolejną zmianę mód, która dla odmiany, chłopca zbliży do kobiety. Może przemieni ulicznego drwala w peerelowską bufetową? Szkoda, że nie znam żadnego hiper stresa, podsunąłbym mu lansowanie trwałej ondulacji, koniecznie ukrytej pod czepkiem z plastikowej koronki i przy niezbędnym zaniechaniu depilacji nóg, obnoszonych w śnieżnobiałych rajstopach 20 den. Mam nadzieję, że panie z przyjemnością i ulgą przejmą modę, a ich skudlone łydki pod bladym nylonem, pomogą pokonać smutek poniedziałków, których i tak nie polubimy. Bez względu na nietrwałość mód.