Ile osób zabił „teoretyczny” smog?

Katarzyna Kojzar

Pokażmy ministrom i innym ważnym tego świata, że smog nas obchodzi. I że ich też powinien.

„Zauważyć należy także, że w związku z nagminnym występowaniem w Polsce, w okresie jesienno-zimowym, przekroczeń poziomów dopuszczalnych dla pyłu PM10, wprowadzenie poziomu alarmowego dla tego zanieczyszczenia na poziomie poniżej 300, a nawet 100 µg/m3 byłoby działaniem nieskutecznym. Powodowałoby to bowiem konieczność częstego ogłaszania stanu alarmowego”.

Przeczytajcie to raz. A potem kolejny.

I, jeśli tak jak ja, nie uwierzycie, przeanalizujcie słowo po słowie, powoli.

Dla ułatwienia powtórzę to nieco prościej: nie obniżymy norm alarmowych, bo będzie trzeba ogłaszać alarm zbyt często. A teraz normy mamy wysokie, trudno ich dosięgnąć, więc problemu nie ma.

Autorem tego stwierdzenia jest nikt inny jak minister środowiska, Jan Szyszko. Zresztą nie on jeden uważa, że zanieczyszczenie to nie problem. Konstanty Radziwiłł, szef resortu zdrowia, uznał smog za „zagrożenie teoretyczne”.

Otóż nie, drodzy Ministrowie. Dowody? Proszę bardzo: w Krakowie, jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast Polski, jest dwa razy więcej dzieciaków z astmą oskrzelową niż gdziekolwiek indziej. Kobiety mieszkające w zanieczyszczonych miejscowościach rodzą mniejsze i słabsze dzieci. Lekarze ze Śląskiego Centrum Chorób Serca udowodnili, że w czasie alarmów smogowych i w kilka dni po nich do szpitali trafia więcej pacjentów z zawałami, udarami i zatorowością płucną. Kiedy stężenie pyłów jest wysokie umiera o 6 procent więcej osób niż na co dzień. No i wisienka na torcie: Europejska Agencja Środowiska oszacowała, że rocznie przez smog umiera ok. 47000 Polaków . To 15 razy więcej niż na polskich drogach.

Jeśli to nie przekona, to można jeszcze podkreślać, że we Francji alarm smogowy jest ogłaszany, kiedy stężenie PM10 wynosi 80 µg/m3, a w Polsce – gdy osiąga 300. Można dodać, że ponad 70 procent lekarzy przyznaje się do braku wiedzy na temat zanieczyszczeń.

Ustalmy więc: problem nie jest teoretyczny.

W ostatnich dniach stało się coś, co można nazwać szczęściem w nieszczęściu. Smog dotarł do Warszawy. Okazało się, że problem nie dotyczy tylko jakiegoś tam południa Polski, jakiegoś Podhala czy miasta, gdzie grają hejnał. Wreszcie zauważyły to ogólnopolskie media, Facebook zapalił się skrinami z apek mierzących poziom zanieczyszczeń, a w sklepach zabrakło masek.

To dotyka każdego z nas. Nadszedł najwyższy czas, żebyśmy sobie wszyscy zdali z tego sprawę.

Nie ma załamywania rąk: no ale co ja zrobię, co ja mogę, jestem bezradny/bezradna. Wszyscy mamy wpływ na to, co dzieje się z polskim powietrzem.

Zacznijmy od podstaw – nie palimy w piecach śmieciami; jeśli mamy kominek, to w czasie alarmu nie wrzucamy do niego drewna; do pracy jedziemy komunikacją miejską, a nie samochodem (a jako że wiem doskonale, jak działa transport publiczny, proponuję rozwiązanie pomiędzy, czyli carsharing – podwożenie kilku osób, które akurat jadą w tą samą stronę); jeśli jeszcze tego nie zrobiliśmy, to ocieplamy dom, dzięki czemu zmniejszamy zapotrzebowanie na ciepło; mówić o smogu, rozmawiać o tym, czytać i udostępniać – im więcej osób usłyszy, tym lepiej.

To naprawdę bardzo proste. Zbierajmy się więc z kanap i coś zróbmy. Pokażmy ministrom i innym ważnym tego świata, że smog nas obchodzi. I że ich też powinien.

***

Katarzyna KojzarDziennikarka specjalizująca się w tematyce ochrony zdrowia; publikuje na łamach portalu SmogLab, „Gazety Krakowskiej”, Newsweeka i Gazeta.pl. Autorka książki „Profesor Skalski”, której fragmenty publikowaliśmy w Polska Ma Sens.