To właśnie człowiek

Anita Bugajska

W latach 70. cenzura zablokowała jego wystawę w Biurze Wystaw Artystycznych (współczesnym Bunkrze Sztuki w Krakowie) jeszcze przed samym wernisażem. Chciał pokazać strajki, Gdańsk, człowieka upokorzonego przez system… Niedługo później podpalono jego pracownię na krakowskim Ugorku.

Szczególnie cenimy sobie poznawanie twórczości jeszcze nieodkrytych i tajemniczych artystów. Marian Siwek (1936 – 2007) był krakowskim twórcą niezależnym, zbuntowanym. Nigdy nie poszedł na żaden kompromis artystyczny. Jego sztukę przez długie lata Polski Ludowej można było zobaczyć jedynie w pracowni, a mnóstwo rysunków trafiało prosto do szuflady. Dzięki staraniom córki rysownika, Iwony Siwek-Front, w Pałacu Sztuki w Krakowie można zobaczyć wystawę tych charakterystycznych prac.  Jeszcze tylko do 31 stycznia!

 

„Wystawa …to właśnie człowiek jest okazją do skonfrontowania treści rysunków sprzed lat z obrazem naszej rzeczywistości.” – mówi Iwona Siwek-Front. Co ciekawe, dzisiaj oddziałują one tak samo mocno, jak umieszczone w kontekście czasów, w których powstawały. Na pewno nie są to prace, obok których przechodzi się obojętnie. Brutalna, mocna kreska Siwka i wykrzywione twarze rysowanych przez niego postaci mogą albo uderzyć tak, że nie da się od nich oderwać wzroku, albo… wywołają obrzydzenie. Obie reakcje pokazują, że sztuka może jeszcze angażować.

 

siwek3

 

„Mój tata zapłacił wysoką cenę za swoją niezależność artystyczną. W latach 70. cenzura zablokowała jego wystawę w Biurze Wystaw Artystycznych (współczesnym Bunkrze Sztuki w Krakowie) jeszcze przed samym wernisażem. Chciał pokazać strajki, Gdańsk, człowieka upokorzonego przez system… Niedługo później podpalono jego pracownię na krakowskim Ugorku. Niby nieszczęśliwy przypadek. W wieku 40 lat, jako dojrzały artysta, stracił duży dorobek swojego życia. Genialne rysunki, obrazy na dużych płaszczyznach… Wszystko poszło z dymem. Zostało na niewielu zdjęciach.” – wspomina córka artysty.

Siwek dokumentował nie tylko polityczną rzeczywistość, w jakiej przyszło mu żyć, ale też krakowskie ulice. Oczywiście nie są to pejzaże, które zachwyciłyby turystów. To raczej nieestetyczna prawda o żebrzących na ulicach biedakach, wychudzonych i koślawych bezdomnych zwierzętach, kobietach, które wyciągają dłoń po jałmużnę, trzymając w ramionach owinięte szmatami dzieci. Te swoje bohaterki Siwek nazywał „madonnami”.

 

siwek4

 

Mateusz Moczulski mówi: „Marian Siwek rysował jak jest. To łapczywy zapis codzienności. Tej ziemi, domu ojca, domu matki i baru. Od elementów komiksu szedł do malarstwa i z powrotem. Używał ołówków, farb, zaangażowania w sprawy bieżące oraz subtelnych metafor i liryki. Rysował i malował głównie tych odrzuconych, których odrzucilibyśmy nawet dzisiaj. Nie ukrywał, nie upiększał, potrafił wydobyć człowieczeństwo nawet tam, gdzie zatykamy nos i gdzie trywialność egzystencji przyprawia o mdłości.

Był artystą silnie związanym z Krakowem. Iwona Siwek-Front mówi, że to miasto go wyhodowało. „Spotkania artystyczne organizował w domu i właściwie w latach 80. cały Kraków przyjeżdżał do nas zobaczyć, co tata robi. Była wódka, gar bigosu i trzydniowa impreza. On i mama żyli artystycznym duchem tego miasta. Lubili pojawiać się w krakowskich knajpkach. Piwnica pod Baranami nie bardzo. Bywali, ale nie byli przyklejeni do baru. Był Żywiec na Floriańskiej, była Baryłeczka na Rynku, ale przede wszystkim był Spatif.”

Dla niego miasto to byli ludzie. Upokorzeni czasami, w których żyli. Zniszczoną młodością i brakiem szansy na karierę zapłacili za dekady PRL-u, ale nigdy nie związali się układami politycznymi ani strukturami. „Taki był bohater symbolicznych dzieł taty: albo walczący o swoją wolność i niezależność, albo sponiewierany przez los, ale na swój sposób wolny! – opisuje Iwona Siwek-Front.

Marian Siwek żył sztuką. Jego koledzy ze studiów wspominają, że potrafił wziąć do ręki gęsie pióro i nie odrywając go od kartki papieru, jednym pociągnięciem, narysować akt. I to bez szkiców! Nigdy nie interesowała go jednak akademicka, ugłaskana sztuka. „Ludzie nie potrafią ocenić, kiedy ktoś tworzy poza schematami. Gdy coś szokuje, nie wiadomo co wtedy powiedzieć. Tak jest z reakcją na prace taty. Brzydota może wywoływać kompleksy. Bo może ludzie są właśnie tacy, jak na tych rysunkach? Zobaczyli siebie i wtedy normalną reakcją jest obrona. Później pewnie będą się nad tym zastanawiać, a wywoływane emocje to największa wartość sztuki.” -  mówi Iwona Siwek-Front.

siwek2

 

Równie poruszające są rysunki z cyklu „Straceńcy” opisujące wydarzenia z pacyfikacji kopalni Wujek, 16 grudnia 1981 roku. W jej wyniku zginęło 9 górników, a 24 zostało rannych. Jak komentuje Miłosz Horodyński (dziennikarz TVP): „To bodaj najbardziej przejmujące dzieła z tamtego czasu i jedyny tego rodzaju artystyczny dokument na świecie. Wijące się w przedśmiertnych konwulsjach sylwetki bezbronnych ludzi-górników, skrępowanych i masakrowanych za głód wolności, z ustami rozwartymi w niemym krzyku i pustymi oczami, w których widać przegraną.”

Te prace zostały powiększone i tworzą centrum wystawy, ołtarz dla zastrzelonych górników. Pozostałe rysunki stanowią odniesienie do socjologii tamtych czasów.

„Czy tata miał na mnie wpływ? – zastanawia się Iwona Siwek-Front, malarka i córka artysty – Jasne, że tak. Ojciec był trudny, w dzieciństwie wręcz go nie lubiłam. Ale siła jego prac przeszła na mnie. Też jestem outsiderem, nade wszystko cenię sobie wolność. W moich pracach też zobaczysz ulicę. Często szkicuje ludzi, których widzę w tramwaju, gdzieś na przystanku… Później wykorzystuje ich twarze w moich obrazach.”

Wystawa prac Mariana Siwka „…to właśnie człowiek” to nie tylko przedstawienie twórczości nadal nieodkrytego artysty, ale przede wszystkim opis świata bez wartości, próba spojrzenia na sponiewierane człowieczeństwo. Warto się zmierzyć z taką dokumentacją rzeczywistości.

 

siwek5
instagram: polskamasens