To wszystko jest jak sen

Przemysław Marczewski

Z pomocnikiem „Pasów” spotkałbym się ponownie, nawet gdyby jego ostatni rok nie był tak szalony. Mając w pamięci nasz pierwszy wywiad byłem przekonany, że woda sodowa nie uderzy mu do głowy. W listopadzie ujrzałem piłkarza z prawdziwego zdarzenia. Widać było, że sporo pracował nad atrybutami fizycznymi. Szybko zorientowałem się, że „w środku” to wciąż ten sam „Kapi”. Skromny, ułożony, ale przy okazji chcący coś osiągnąć. Zapowiadał jeszcze cięższą pracę nad sobą, a myśli o francuskich wakacjach, mimo fantastycznego wejścia do kadry, odsuwał na bok. Liczyła się dla niego gra w klubie. Decyzję odnośnie wyjazdu na Euro2016 pozostawiał trenerowi Nawałce.

 

Ile czasu potrzeba, aby zadebiutować w reprezentacji Polski? Pięć lat? Dziesięć? Pomiędzy pierwszym meczem Bartosza Kapustki w Ekstraklasie a premierowym spotkaniem w kadrze narodowej minęło niespełna półtora roku. 19-latek z postaci anonimowej stał się jednym z najpopularniejszych piłkarzy w naszym kraju. Kariera wychowanka Tarnovii Tarnów przypomina sen albo jeden z hollywódzkich filmów, w których główny bohater osiąga wszystko dzięki walce i determinacji.

 Pierwszy raz o Kapustce usłyszałem właśnie przy okazji jego pierwszego meczu ligowego. Wtedy to w spotkaniu z Widzewem Łódź zagrał 45 minut. Nie pokazał się ze złej strony, ale też nie zrobił czegoś nadzwyczajnego. Lampka „Ten gość zrobi karierę” zapaliła mi się kilka miesięcy później. Pojedynek Cracovia – Wisła Kraków. Mieszkańcom Królewskiego Miasta nie trzeba chyba tłumaczyć, co to oznacza dla kibiców i samych zawodników.

Przed pierwszym gwizdkiem zobaczyłem skład „Pasów”. „Albo ten trener to szaleniec, albo Kapustka naprawdę zasługuje na miejsce w drużynie” – pomyślałem. Robert Podoliński do „nudnych” trenerów nie należy, ale do młodego pomocnika miał nosa. „Kapi” nie zawiódł oczekiwań fanów, którzy po tym spotkaniu cieszyli się ze zwycięstwa 1:0. Nie było po nim widać żadnej tremy ani stresu. Zagrał dobrze, a ponadto wyróżniał się świetnym wyszkoleniem technicznym, czego jednak nie można było powiedzieć o niektórych zawodnikach krakowskiej drużyny.

Doskonale pamiętam też jego mecz z GKS-em Bełchatów, kiedy to, niczym rasowy joker, zmienił Przemysława Kitę i w samej końcówce meczu uratował Cracovii cenny punkt. Byłem wtedy świeżo po powrocie do dziennikarstwa. Stwierdziłem, że muszę z nim zrobić wywiad. Że rozmowa z tak utalentowanym chłopakiem będzie niezwykle cenna. Przyznam szczerze, iż spodziewałem się trudności w umówieniu się na spotkanie. Teraz, gdy stał się osobą tak bardzo medialną i popularną, byłoby to właściwie niemożliwe do wykonania. „Kapi” okazał się być chłopakiem z chłodną głową. Znam wielu młodych piłkarzy, którzy po zagraniu kilku spotkań w III lidze myślą, że są już kimś. Czuć od nich to cwaniactwo i pociąg do pieniędzy, szybkich samochodów i wianuszka dziewczyn. On taki nie był. Biła od niego skromność oraz stoicki spokój. Nie mogę powiedzieć, że był przestraszony podczas pierwszej rozmowy ze mną, aczkolwiek nie miał tej pewności siebie, jaka towarzyszy mu teraz. Wracał myślami do ukochanej Tarnovii Tarnów, po cichu, jak każdy młody piłkarz, marzył o zrobieniu wielkiej kariery i życzył sobie zdrowia.

Dobrze pamiętam incydent, którego byłem świadkiem po ćwierćfinałowym meczu Pucharu Polski przy Kałuży. Już w pierwszym spotkaniu Cracovia skompromitowała się wpadką z Błękitnymi Stargard Szczeciński. W rewanżu Pasy powtórzyły swój „wyczyn” i ponownie poległy 2:0. Pełne 90 minut zagrał Kapustka. Jest spora grupa ludzi, która twierdzi, że Kapustka prowokował rywali pytając o ich zarobki. Piłkarze Krzysztofa Kapuścińskiego byli o wiele lepsi na murawie, ale przed wyjazdem ze stadionu zdecydowali się pognębić upokorzonych gospodarzy. Przede mną wychodził właśnie „Kapi”. Mijając zawodników ze Stargardu Szczecińskiego słyszałem: „-Ej, to jest ten cały Kapustka? – Ty, Kapustka, pożycz dychę do dziesiątego, bo mi brakuje”. Wszystkiemu towarzyszyło buczenie, gwizdy i głośny rechot przyjezdnych. Gdyby młody pomocnik Cracovii był typem buńczucznego „piłkarzyka”, to na pewno gracze skoczyliby sobie do gardeł.

On jednak zachował spokój i odszedł niemalże bez słowa. Gesty Błękitnych z całą pewnością motywowały go do dalszej pracy. Gdzie jest teraz Kapustka, a gdzie są ci, którzy sobie z niego szydzili? „Na boisku padło zbyt wiele słów. Ta cała sytuacja została przedstawiona w nieco innym świetle. Zachowania zawodników Błękitnych po meczu nie chciałem komentować. Rano zobaczyłem w prasie i Internecie, że pokazano tę sytuację tylko z jednej strony. Mimo wszystko uważam, iż jest to dla mnie pewna nauczka. Tej sytuacji pewnie nie byłoby, gdybym nie wdał się w żadną dyskusję na boisku. Wydawało mi się niemożliwe, że ktoś jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi na murawie” – mówił przy okazji kolejnego spotkania ze mną.

Trzeba przyznać, że tkwi w tym ziarno prawdy. Jacek Zieliński powiedział nawet: „Kapustka to człowiek bez układu nerwowego”. Szkoleniowcowi „Pasów” należy przyznać rację. Sytuacje, w których „Kapi” wybuchł na boisku, można policzyć na palcach jednej ręki. To się mu nie zdarza. On robi swoje, dąży do celu i ze spokojem wkracza w świat prawdziwej piłki.

Bartosz Kapustka ciężko pracował przez resztę sezonu i odegrał kluczową rolę w wygraniu grupy spadkowej. W sierpniu Adam Nawałka ogłosił powołania na mecze. Mało kto nie przecierał oczu ze zdumienia. Czy obecność Kapustki była dla mnie zaskoczeniem? Nie do końca. Wiedziałem, że kiedyś to musi nastąpić. Mecz z Gibraltarem był chyba najlepszym momentem do sprawdzenia niespełna 19-letniego zawodnika. Z „dychy” Kapustki na koszulce żartowało sobie wielu. Wychowanek Tarnovii Tarnów zamknął jednak wszystkim usta, kiedy w 62. minucie zmienił Jakuba Błaszyczkowskiego, a po kwadransie miał już na koncie jedno trafienie w reprezentacji.

Jesienią brylował na ekstraklasowych boiskach. Hasło „Bartosz Kapustka” w Google wyszukiwane było miliony razy. „Kapi” strzelał, asystował, popisywał się swoimi umiejętnościami i to nawet mimo „rzucania” go przez trenera na różne pozycje. Listopadowe mecze reprezentacji Polski z Islandią i Czechami zakończył z bramką i dwoma asystami na koncie.

Z pomocnikiem „Pasów” spotkałbym się ponownie, nawet gdyby jego ostatni rok nie był tak szalony. Mając w pamięci nasz pierwszy wywiad byłem przekonany, że woda sodowa nie uderzy mu do głowy. W listopadzie ujrzałem piłkarza z prawdziwego zdarzenia. Widać było, że sporo pracował nad atrybutami fizycznymi. Szybko zorientowałem się, że „w środku” to wciąż ten sam „Kapi”. Skromny, ułożony, ale przy okazji chcący coś osiągnąć. Zapowiadał jeszcze cięższą pracę nad sobą, a myśli o francuskich wakacjach, mimo fantastycznego wejścia do kadry, odsuwał na bok. Liczyła się dla niego gra w klubie. Decyzję odnośnie wyjazdu na Euro2016 pozostawiał trenerowi Nawałce.

Gracz Cracovii został doceniony przez tygodnik Piłka Nożna, który w swoim plebiscycie uznał go za Odkrycie Roku 2015. Podobnie było podczas Gali Ekstraklasy, kiedy to Kapustka okazał się bezkonkurencyjny w kategorii Odkrycie Roku Sezonu 2015/16. W kadrze narodowej przed Euro2016 wystąpił jeszcze cztery razy i w każdym ze spotkań prezentował wysoką formę. Nie będzie błędem, jeśli powiem, że to właśnie dzięki niemu Cracovia awansowała do Ligi Europy. Gdyby nie jego asysty, bramki, bajeczna technika, ruch z piłką oraz rewelacyjne przyjęcie, „Pasy” zażarcie broniłyby się o spokojny byt w ligowej tabeli.

Wielu twierdzi, że Kapustka to „Złote Dziecko Adama Nawałki”. Ja raczej powiedziałbym, iż jest „Złotym Dzieckiem” swoich rodziców. To właśnie im zawdzięcza tak wiele. Ich wychowanie miało na niego niebagatelny wpływ. Ojciec Bartka też kiedyś był piłkarzem. Numer „Kapiego” w Cracovii oznacza datę urodzenia jego mamy. Ciągle utrzymuje kontakt z rodzicami, którzy przeżywają każdy jego mecz i ciągle go dopingują. Piłkarz Cracovii, mimo rosnącej z dnia na dzień sławy, wciąż spędza czas ze swoimi dobrymi przyjaciółmi. Jest patriotą, więc gra dla reprezentacji Polski to dla niego ogromny zaszczyt. Kocha nasz kraj i zależy mu na tym, aby dobrymi występami pomóc Biało-Czerwonym w osiąganiu sukcesów.

Bartosz Kapustka to chłopak, który przed sobą ma świetlaną przyszłość. Jeśli nie zatraci się w tym wszystkim i mentalnie nadal będzie tym samym piłkarzem, to może nawet już za chwilę zdetronizuje Roberta Lewandowskiego i zostanie najpopularniejszym polskim piłkarzem. Wiadomo jednak, że po Euro2016 Cracovia nie zdoła zatrzymać go u siebie. Jaki kierunek obierze? Kiedyś marzył o Hiszpanii, ale teraz chciałby zagrać w Niemczech lub Anglii. Po meczu z Irlandią Północną chwalili go Rio Ferdinand oraz Gary Lineker. Słowa uznania ze strony takich autorytetów muszą działać motywująco. Historia niczym z bajki albo filmu nie kończy się w tym miejscu, a jej dalszy ciąg napisze polski reżyser i aktor – Bartosz Kapustka.

* Przemysław Marczewski jest redaktorem naczelnym „Sportowego Magazynu Krakowskiego” i portalu sportowymagazyn.pl.

Fot. ŁączyNasPilka.pl