Tomek Lipiński: to, co robi obecna władza, ludziom nie mieści się w głowie

Szymon Piegza

W jednej z piosenek na ostatniej płycie cytuję słowa Ewangelii, wypowiedziane ponoć przez Syna Bożego, Króla Polski: „Każde królestwo przeciw sobie rozdzielone nie ostoi się i będzie spustoszone”. Może należałoby to potraktować poważnie?

- Bladym świtem rozległ się dźwięk hymnu narodowego i zaczął przemawiać generał Jaruzelski. Słuchaliśmy tego wszystkiego z narastającym szokiem i niedowierzaniem – wspomina 13 grudnia 1981 roku w rozmowie z portalem Polska Ma Sens Tomek Lipiński.  – To, co robi obecna władza, ludziom, którzy pamiętają stan wojenny, dziś nie mieści się w głowie. Obecnie rządzący nie potrafią prowadzić innej polityki niż polityka dzielenia – dodaje muzyk „Tilt” i „Brygady Kryzys”.

Kilka dni temu obchodziliśmy rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Nie chciałbym, żeby to zabrzmiało jak 35 lat temu, ale muszę zadać to pytanie: co robiliście w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku obywatelu?

-  Kilka dni wcześniej razem z Brygadą Kryzys wróciliśmy z trasy koncertowej w Jugosławii. Gdzieś na imprezie 12 grudnia zorientowaliśmy się, że nie działają telefony, co nie było już wtedy niczym nowym. Po północy złapaliśmy taksówkę, która jechała z Mokotowa do Śródmieścia. W niej dowiedzieliśmy się, że coś się dzieje: że budynki telewizji są otoczone przez wojsko, że programy polskiego radia transmitowane są z rozgłośni wojskowej i że nadają tylko marsze wojskowe. Pojechaliśmy razem z Robertem Brylewskim do jego mieszkania, gdzie przez całą noc słuchaliśmy radia. Bladym świtem rozległ się dźwięk hymnu narodowego i zaczął przemawiać generał Jaruzelski. Słuchaliśmy tego wszystkiego z narastającym szokiem, niedowierzaniem. To było dla nas takim przeżyciem, jakby nam się niebo zawaliło na ziemię.

Punk-rock w swoim przesłaniu nawoływał do rewolucji, ale chyba nie chodziło wam o czołgi na ulicach.

To brzmi banalnie, ale w wymiarze emocjonalnym, to była rewolucja. 13 grudnia 1981 roku się wszystko skończyło. Proszę sobie wyobrazić, że ktoś w sierpniu włącza niezliczoną ilość świateł, a w grudniu kolejnego roku je wszystkie gasi.

Sklepy, restauracje, kluby były pozamykane do odwołania. Wprowadzono godzinę milicyjną, a służby mundurowe otrzymały prawo do strzelania do obywateli. Nie działały telefony. Zapamiętałem to jako totalne odcięcie informacyjne Polski od świata. Wielki strach i dezorientacja. Dodatkowo w ciągu kilku pierwszych dni stanu wojennego dostałem wezwanie do wojska, które zignorowałem. W związku z tym stałem się dezerterem poszukiwanym przez żandarmerię i milicję.

Jakim cudem Brygada Kryzys na początku stanu wojennego wydała swoją pierwszą płytę studyjną? 

To było możliwe wyłącznie dlatego, że ten cały PRL, zwłaszcza w stanie wojennym, był wielkim bałaganem. Ta forma w praktyce była zupełnie niedziałająca i nieskuteczna. Żeby jakoś funkcjonować system musiał iść na kompromisy z samym sobą. Udało się nagrać płytę tylko dzięki znajomościom menagera Brygady Kryzys – Jackowi Olechowskiemu, którego ojciec był wysoko postawionym urzędnikiem. Trzeba pamiętać, że w PRL żyli też normalni ludzie, którzy zajmowali się omijaniem komuny. Zresztą system był zdegenerowany do tego stopnia, że najwyżsi rangą urzędnicy też często z konieczności omijali absurdalne przepisy.

Nasz menager Jacek Olechowski wprowadził nas do nowo powstałego studia nagraniowego i materiał, który tam zarejestrowaliśmy udało się wydać w Tonpressie. Właściwie jak dzisiaj o tym myślę, to nie wiem, jak to się stało, że ta płyta ujrzała światło dzienne. Na pewno zawdzięczamy to Markowi Proniewiczowi, który nigdy nie bał się wydawać takiej muzyki; to dzięki niemu od roku 83. polskie offowe zespoły miały wydawcę – od Kultu po Siekierę. Pamiętam jeszcze, że na jednej stronie były teksty angielskie, które należało oddać do cenzury. Nie chciałem ich oddawać, bo wiedziałem, że mogą się nie spodobać. W związku z tym napisałem absurdalne teksty od nowa, wiedząc doskonale, że cenzor nie będzie znał angielskiego.

Z drugiej strony to właśnie przez stan wojenny musieliście zawiesić swoją działalność. Można powiedzieć, że wszystkiemu winny generał Jaruzelski.

13 lutego władze zorganizowały w Hali Gwardii wielki koncert, który miał odciągnąć uwagę demonstrujących, którzy każdego miesiąca zbierali się na antyrządowych manifestacjach. Na tym koncercie miała wystąpić również  Brygada Kryzys, ale organizatorzy na plakat zastosowali wobec nas cenzurę tytułując: Brygada K. Dostałem wtedy szału i powiedziałem, że nie będą nam zmieniać nazwy i nie wystąpiliśmy. To nas skutecznie wyhamowało z koncertami na wiele miesięcy.

Szef MON Antoni Macierewicz odebrał stopnie generalskie Jaruzelskiemu i Kiszczakowi, jeszcze wcześniej Sejm i Senat zajmował się ustawą dezubekizacyjną. Dlaczego obecnie rządząca ekipa przy każdej rocznicy państwowej chce całkowitego rozliczenia z wcześniejszym systemem mając w swoich szeregach ludzi mocno związanych z reżimem komunistycznym?

U nas występuje takie zjawisko, które niektórzy nazywają „naszyzmem”. Mnie się to słowo bardzo podoba. To jest postawa, która nie ujawnia się tylko w PiS, ale również w innych formacjach. Ona polega na tym, że to co nasze z założenia jest dobre. Jeżeli to są nasi ludzie, to bez względu na to, jakie mają tło, czyli przeszłość, oni są dobrzy, bez względu na pozostałe fakty. Wobec „naszyzmu” podporządkowuje się całą propagandę. To wykopywanie wielkiego rowu między Polakami. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy mogli w trakcie jednego pokolenia go zasypać. To się nie uda. Naród skłócony wewnętrznie jest narodem słabszym. Mam też nadzieję, że jest coraz więcej Polaków, którzy nie chcą być identyfikowani z żadną ze spolaryzowanych stron; którzy nie chcieliby być ani „pisowcami”, ani „nie-pisowcami”. Myślę o ludziach, którzy chcą być przede wszystkim Polakami i na tej podstawie budować wspólną rzeczywistość, w której nikt nikomu nie będzie niczego narzucał na siłę. W tym duchu dobrze byłoby budować także rzeczywistość globalną, choć dziś brzmi to mało prawdopodobnie.

W jednej z piosenek na ostatniej płycie cytuję słowa Ewangelii, wypowiedziane ponoć przez Syna Bożego, Króla Polski: „Każde królestwo przeciw sobie rozdzielone nie ostoi się i będzie spustoszone”. Może należałoby to potraktować poważnie?

Poseł Stanisław Piotrowicz to dziś twarz walki o niezależność Trybunału Konstytucyjnego

Jestem w stanie jeszcze uwierzyć w to, że prokurator Piotrowicz przeżył nawrócenie i zrozumiał swoje błędy, ponieważ to jest ludzkie. Jednak gdyby prokurator Piotrowicz przyznał się do tego i powiedział publicznie: „Sorry, zrozumiałem, źle robiłem, teraz chcę działać na rzecz imperium dobra”, to byłoby w porządku. On jednak łże w żywe oczy. Jeśli jednak on przedstawia się jako człowiek, który dziś ma osądzać co jest praworządne, to ludziom, którzy pamiętają stan wojenny, się dziś w głowie nie mieści.

W jaki sposób dziś rozmawiać o tamtych czasach?

Polska polityka jest wyjątkowo pogmatwana, być może prawdy dowiemy się po następnych 25 latach. Dziś potrzebujemy otwartej debaty na ten temat, a nie dalszego dzielenia. Obecnie rządzący chyba jednak nie potrafią prowadzić innej polityki, niż polityka dzielenia i napuszczania na siebie. A rezultat dla Polski może być opłakany.