„Trudno znaleźć kogoś, z kim można by zestawić sztukę Beksińskiego”

Katarzyna Domagała

Na pewno były prowadzone domowe rozmowy, które miały Tomka oswoić z tą sztuką, ale ja jestem przekonany, że dzieciństwo wśród tak naładowanych grozą, nicością, cierpieniem i rozpadem prac, nie mogło zbudować chęci i radości życia.

- Jak to jest możliwe, żeby po śmierci tak niezwykłej osobowości żadne z tych dużych muzeów narodowych nie podjęło wysiłku, by przyjrzeć się Beksińskiemu? – pyta w rozmowie z Polska Ma Sens Wiesław Banach, dyrektor Muzeum Historycznego w Sanoku i bliski przyjaciel rodziny Beksińskich. – Ci, którzy nienawidzili Beksińskiego nie przyszli nawet, by zaobserwować proces jego rozwoju. Młodzi są bardziej otwarci – dodaje Banach.

Każdy, kto ostatnio choć na małą chwilę zapomniał o Beksińskim napotkał wiele okazji, by przypomnieć sobie postać artysty. Od kilku tygodni jesteśmy niejako bombardowani rodziną Beksińskich i samym Zdzisławem. To wszystko za sprawą ukazujących się co chwila nowych książek o Beksińskim, ale również filmu „Ostatnia rodzina”, który w Gdyni zebrał pokaźną liczbę nagród. Tłumy od 7. października przyciągało także Nowohuckie Centrum Kultury, które po raz kolejny zorganizowało wystawę z pracami artysty.

W ubiegłym tygodniu odwiedzający galerię mogli ostatni raz obejrzeć małą wystawę z ponad dwustoma fotografiami i rysunkami artysty. Finisaż wystawy zwieńczył wykład Wiesława Banacha – dyrektora Muzeum Historycznego w Sanoku, a prywatnie przyjaciela rodziny Beksińskich. Polska Ma Sens pytała o pozycję Zdzisława Beksińskiego w sztuce polskiej i światowej, a także o rodzinne relacje artysty.

Katarzyna Domagała: Jakie miejsce w sztuce zajmuje twórczość Beksińskiego?

Wiesław Banach: Jest to pewien paradoks, że dzisiaj nie możemy znaleźć w historii sztuki nie tylko polskiej, ale i europejskiej kogoś, kogo moglibyśmy zestawić z Beksińskim. W jego sztuce widać wielki indywidualizm. Tu nigdzie nie ma podpatrywania i korzystania z dorobku innych twórców. Beksiński nie wchodzi w nurty i prądy, które mogłyby przynieść mu korzyści w odniesieniu do krytyki. W momencie, kiedy wkracza w swoje podświadome wizje, zostaje przez krytykę zupełnie odrzucony. Nie idzie na żadne kompromisy.

Wystawa Beksiński

Skąd tak liczne i ciągle powiększające się grono wielbicieli jego prac?

Wydaje mi się, że właśnie indywidualizm i obojętność wobec krytyki zaowocowało tym, że Beksiński ma tak wielką ilość wielbicieli. Ta szuka jest tak obok, że współczesne nurty kultury zupełnie ją odrzuciły, zmarginalizowały. Jak to jest możliwe, żeby po śmierci tak niezwykłej osobowości żadne z tych dużych muzeów narodowych nie podjęło wysiłku, żeby przyjrzeć się Beksińskiemu? To wszystko spadło na ramiona mniejszych muzeów, jak to w Sanoku. Ci, którzy go nienawidzili nie przyszli nawet, by zaobserwować proces jego rozwoju. Młodzi są bardziej otwarci – to powiedziałem zresztą kiedyś Beksińskiemu.

Wystawa Beksiński

Dlaczego niektórym tak trudno go docenić?

Czas na jego twórczość jeszcze nie nadszedł. Przyglądanie się epoce, która minęła, kondycji człowieka w drugiej połowie dwudziestego wieku, będzie możliwe dopiero za jakiś czas. Dopiero kolejne pokolenia będą chciały to lepiej to zrozumieć i wydaje się, że właśnie wtedy twórczość Beksińskiego otworzy swoje możliwości.

Wtedy przyjdzie właściwy czas, by mówić oficjalnie o Beksińskim jako o wielkim artyście polskim?

Wydaje mi się, że na to musimy jeszcze poczekać, dlatego, że m.in. jeśli artysta zdoła wylansować się za życia na rynku dzieł sztuki, to wtedy działa prostszy mechanizm: zawsze za dziełem sztuki idą pieniądze. Teraz jednak jest to twórczość muzealna. Oczywiście, jego prace pojawiają się ciągle na aukcjach, ale jeśli ktoś chciałby swoją galerię wylansować poprzez twórczość Beksińskiego, to nie jest w stanie zainteresować tych, którzy mają pieniądze. Bardzo trudno zorganizować wystawę Beksińskiego na Zachodzie, bo na wszystko potrzebne są pieniądze.

Wystawa Beksiński

W Polsce przychodzi nam to łatwiej?

Wydaje mi się, że w Polsce dorastamy do niego szybciej, natomiast na świecie znają go przede wszystkim filmowcy, którzy podkradają jego siłę wizyjną. On oczywiście ma tam swoje życie, ale nie ma muzealnego piedestału i pewności: tak, to jest jeden z najwybitniejszych twórców dwudziestego wieku. Kiedy do tego dojdzie? Nie wiem, nie jestem prorokiem.

Twórczość Beksińskiego jest zazwyczaj przygnębiająca, depresyjna, ciągle dotykająca tematu przemijania. Często zadawane jest pytanie: jaki wpływ na życie jego syna Tomasza miało codzienne obcowanie z taką sztuką? czy to mogło przyczynić się do jego depresyjnego patrzenia na świat?

Na pewno były prowadzone domowe rozmowy, które miały Tomka oswoić z tą sztuką, ale ja jestem przekonany, że dzieciństwo wśród tak naładowanych grozą, nicością, cierpieniem i rozpadem prac, nie mogło zbudować chęci i radości życia. Nieraz się nad tym zastanawiałem. Co innego przyjść na wystawę i wrócić do domu, a co innego widzieć kolejny taki obrazek na ścianie w przedpokoju.

Wystawa Beks

Czy Beksińscy nie bali się pod tym względem o syna?

Myślę, że się nie bali. Zdzisław w tym normalnym życiu był bardzo dowcipny. Nie było widać w nim nic z grozy jego wizji. Sztuka była dla niego wygarnianiem wszystkiego, co siedziało wewnątrz. Nie miał on chyba jednak takiej wyobraźni, by zastanawiać się, czy może to zaszkodzić Tomkowi. Pod tym względem był to kiepski ojciec. Traktowanie syna jako partnera, a nie jako dziecko było antywychowacze.

Dlaczego Zdzisław zdecydował się na taki rodzaj relacji z Tomkiem?

Gdzieś pod koniec życia Tomasza, Zdzisław stwierdził, że coś było nie tak, że popełnił jakieś błędy, ale on nie umiał inaczej. Zdzisław na pewno był produktem swojego ojca: żądającego, stawiającego wymagania. Natomiast mając własnego syna chciał, by było dokładnie odwrotnie. W swoim życiu Zdzisław dobrze sobie poradził, natomiast Tomek niestety nie był w stanie tego zrobić.

Beksinski