Trump/PiS. Syndrom hejtu

Witold Bereś

Trump to efekt syndromu, który wstrząsa cywilizacją Zachodu – gniewu. Po naszemu: hejtu.

Trump to efekt syndromu, który od dziesięciu lat wstrząsa cywilizacją Zachodu – gniewu. Po naszemu: hejtu.

Wynik wyborów w USA nie jest ani wynikiem oszałamiających zdolności Trumpa, ani umiejętnej kampanii propagandowej, ani takiej czy innej postawie decydujących stanów w wyborczą noc. Jego zwycięstwo to efekt szerszego zjawiska: syndromu gniewu, który drąży Zachód mniej więcej od połowy pierwszej dziesiątki lat XXI wieku. Na tym wygrał Victor Orban, Kaczyński, zwolennicy Brexitu, teraz Trump, a w przyszłości – niestety – Marie Le Pen we Francji czy ksenofobiczna Alternatywa dla Niemiec

Ale tak naprawdę to nie są ich zwycięstwa. Bo ten syndrom gniewu nie jest ZA KIMŚ. Gniew jest PRZECIWKO. Przeciwko Latynosom (USA), przeciwko obcym (Węgry), przeciwko elitom i salonowi (Polska), przeciwko Polakom wreszcie (Wielka Brytania).

Skąd takie sukcesy gniewu w ostatnich latach? Ano nie przez przypadek mówimy o nim nad Wisłą „hejt”. I to masowy hejt. I choć to inny temat, warto zauważyć, że nie przez przypadek siła hejtu politycznego rosła wraz z nowymi mediami – Google, Facebookiem, You Tubem, które pojawiły się mniej więcej w tym samym czasie. To nie znaczy, że demokracja jest do niczego – zawsze była kiepska, ale nigdy nic lepszego nie wymyślono. Natomiast nowe czasy wymagają nowych narzędzi. Te pozytywne trudniej wymyślić, ale i z tym możemy dać sobie radę, jeśli znajdą się rozsądni, wielkoformatowi politycy.

Od wielu miesięcy przepowiadałem zwycięstwo Trumpa (ostatni raz w przede dniu wyborów w TVN 24), dodając przy tym, że nie USA są moim problemem, ale tragedia, która – gdy wygrają amerykańscy izolacjoniści – niechybnie przydarzy się Polsce rządzonej akurat przez zakompleksionych Polaków.

Pierwsza część mych lęków już przybrała kształt widzialny. Druga – oby nie się przydarzyła.

Jest takie powiedzenie Marka Aureliusza, filozofa i cesarza Rzymu: skutki gniewu są dużo poważniejsze od jego przyczyn. Ci, którzy wybierając populistów, bezmyślnie kierowali się gniewem, emocjami, przystawali na kłamstwa i pozwolili sobie demagogom zamieszać w głowach – sami za to zapłacą.

Niestety, wraz z nimi zapłacą także inni.