„Uspokójcie się, do cholery!”

z Michałem Kempą rozmawiała Anita Bugajska

Trzeba zacząć neutralne hasła wyrażać w sposób bardziej zdecydowany. Może to przekona ludzi? Trzeba powiedzieć: "uspokójcie się, do cholery!". Jeśli dodasz "do cholery!", jest szansa, że ktoś zwróci na to uwagę. Albo "kurwa!". Transparent "Spokój, kurwa!" byłby dla mnie odpowiedni.

 

Podczas swoich występów zapraszał na scenę przeciwników i zwolenników rządu. Chciał, żeby publicznie podali sobie ręce. Uważa, że do polityki trzeba mieć dystans, ale czy ktoś dzisiaj podchodzi do tego tematu bez emocji? Michał Kempa to komik, członek grupy Stand-up Polska i komentator programu „Szkło kontaktowe”. Nienawidzi demonstracji, kocha inteligentne kobiety i nie żałuje, że nie został prawnikiem.  

 

IMG_6474-2
Michał Kempa, fot. Alicja Rzepa (alicjarzepa.pl)

Anita Bugajska: Jakie jest polskie poczucie humoru? Co śmieszy każdego Polaka?

Michał Kempa*: Nie ma czegoś takiego. Często ktoś mnie o to pyta, a ja nigdy nie potrafię odpowiedzieć. Teraz potrafię, bo po prostu uważam, że nie ma. Nie można generalizować, kiedy jesteśmy tak zróżnicowanym narodem. Wielu moich znajomych śmieszy wulgarny amerykański stand-up, ale znam też ludzi w moim wieku, którzy wolą abstrakcyjne poczucie humoru, stare polskie komedie… W historii polskiego humoru jest tak wiele różnych rzeczy, że każdy znajdzie coś dla siebie.

Mnie zawsze bawi serial „Alternatwy 4”, za kazdym razem w innych momentach. Nieustannie śmieszy mnie też Bronisław Maj udający Lolę. Mogę oglądać go do znudzenia. Trudno połączyć żart z youtubowego kanału Abstrachuje z Kabaretem Starszych Panów, a o jednym i drugim można powiedzieć, że Polacy to lubią. Wszystko zależy od wrażliwości, jaką mamy.

 

A czy ta wrażliwość mogła się zmieniać przez lata? Trudno sobie wyobrazić, żeby w czasach popularnego „Rejsu” Piwowskiego mogli zaistnieć youtuberzy znani z niewybrednego poczucia humoru…

Myślę, że to wynika z czego innego. W PRL-u kultura była reglamentowana i nie każdy mógł ją tworzyć. Nie wszystko dopuszczano do obiegu. Cenzorzy mogli mieć wiele złych intencji, ale faktem jest też, że grono twórców było bardzo ograniczone. Trudno się było do niego dostać. Żeby to zrobić, trzeba było tworzyć jeszcze lepsze rzeczy. Paradoksalnie, ludzie musieli się wtedy bardziej starać.

Wydaje mi się, że ktoś, kto nie czytał wtedy książek, nie mógłby robić fajnych, śmiesznych rzeczy. Tamci ludzie byli po prostu na wyższym poziomie. Za polską komedią stali intelektualiści, dzisiaj każdy może to robić.

Teraz narzekamy, że zmieniło się na gorzej. Nieprawda. Ci ludzie dalej by dzisiaj tworzyli, ale czy trafiliby do odbiorców? Wtedy ich twórczość była nagłaśniana, teraz wszelkie media zostały zdominowane przez rzeczy mniej ambitne… Co nie znaczy, że nie ma tych na wyższym poziomie. Są, ale mniej widoczne. Trzeba je samodzielnie znaleźć.

A co teraz stoi na wysokim poziomie, np. w polskim internecie?

Hm, chyba nic. Chociaż… jest kanał, „Wszystko będzie dobrze”. To grupa, która tworzy takie, jakby to powiedzieć, skeczyki. Prawie nikt tego nie ogląda. Ale mi się podoba. Mnie bardziej śmieszą takie życiowe rzeczy. Czasem pojawiają się na youtubie, ale nikt ich nie robi po to, żeby były śmieszne. Znasz Ciociosana? To taki starszy pan, który nagrywa życzenia dla osiemnastolatki, którą poznał w Internecie. Ale to jest tak abstrakcyjne, że nie da się o tym opowiedzieć. To trzeba zobaczyć. Youtube jest ciekawym archiwum, ale musimy umieć w nim szukać.

kempa
Michał Kempa, fot. Alicja Rzepa (alicjarzepa.pl)

Wspominałeś z jednym wywiadów, że podczas swoich występów robisz happening z pogranicza polityki… Zapraszasz na scenę kogoś z widowni, kto popiera rząd i kogoś, kto jest antyrządowy. Prosisz, żeby podali sobie ręce.

Ostatnio, czego żałuję, zaniechałem tego. Zdarzało mi się, uważam to za tradycję godną pielęgnowania. Dobrze, że mi przypomniałaś. Niestety ludzie boją się tego momentu.

To wygląda tak, że nagle pytam ze sceny: „czy jest tu ktoś, kto popiera rząd?”. I wtedy wszyscy się konsternują. Nie chcą podnosić rąk, bo się boją, może wstydzą… Ale też czują, że wchodzą w politykę. Wiedzą, że jestem komikiem, więc może myślą, że to nie jest na serio. Że może próbuję kogoś obśmiać. A to nie tak. To jest moment, w którym chce, żeby było miło. Ludzie nie mają niestety dzisiaj dystansu do polityki.

Jak się dystansować, kiedy przekaz w mediach jest tak agresywny? Wyraźnie widać podział na dwie grupy.

Tak, ale ciągle zapominamy, że w te plemiona i obozy zaangażowane jest jakieś 60-70 procent Polaków. Wystarczy spojrzeć na statystyki. A co z pozostałymi? Tak naprawdę w przestrzeni politycznej jest sporo sygnałów pojednawczych. Przecież nadal istnieje grupa, która nie chce się zaangażować ani po jednej, ani po drugiej stronie. Problem w tym, że ona się nie wybije w mediach, bo nie jest radykalna. Możesz powiedzieć tylko „tak” albo „nie”, wszystko pomiędzy jest zbyt skomplikowane. Nikt tego nie chce słuchać. Co zrobić, jeśli jesteś przeciwnikiem jednych i drugich? Jeśli chcesz, żeby oni się zaczęli wreszcie między sobą dogadywać?

Trzeba zacząć te neutralne hasła wyrażać w sposób bardziej zdecydowany. Może to przekona ludzi? Trzeba powiedzieć: „uspokójcie się, do cholery!”. Jeśli dodasz „do cholery!”, jest szansa, że ktoś zwróci na to uwagę. Albo „kurwa!”. Transparent „Spokój, kurwa!” byłby dla mnie odpowiedni.

Ale musiałbym z nim wyjść na własną manifestację, taką neutralną, bo mam sceptyczne podejście do demonstracji. Jestem mało radykalny. Raczej szukam środka. Wszelkie manifestacje dążą do radykalizmu. Polegają na tym, żeby całe skomplikowanie świata zredukować do jednego sloganu. Moim zdaniem rzeczywistość jest zbyt zawikłana. Nie da się jej streścić w postaci prostego hasła. A nawet jeśli się da, to trudniejsze niż się wydaje uczestnikom manifestacji. Demonstrowanie jest zero-jedynkowe. Jesteś za albo przeciw. Przecież nie wyjdę, żeby krzyczeć: „rząd słabo, ale nie najgorzej”.

Ale czy gdziekolwiek jest miejsce na neutralność? W świecie komików też są przecież pewne tendencje. Mam wrażenie, że to bardzo męskie środowisko. Zazwyczaj to faceci między sobą żartują, często z kobiet, w seksistowski sposób. A jaka jest odpowiedź dziewczyn? Nie ma zbyt wiele kobiet komików.

Zgadzam się z tym… To jest ciekawy temat, bo na jego przykładzie widać różnicę między kabaretem a stand-upem. Kobiety często pojawiają się w składach kabaretowych, ale i tak grają tam bohaterki przerysowane, antykobiece. Krzyczą, podskakują, są wrednymi starymi babami albo zrzędliwymi żonami… To jest ta sama paleta postaci. Ale przynajmniej pojawiają się na scenie.

W stand-upie prawie w ogóle nie ma kobiet. Tam są seksistowscy faceci, bo tego wymaga forma. Nie jest metaforyczno-romantyczna, tylko polega na waleniu w twarz. Dobre występy ma Kasia Piasecka, ale przecież ona też żartuje w ten sam sposób, co inni. I z tego samego. Głównie z tego, że kobieta jest kobietą. Sama nią jest, więc to nieco zmienia wydźwięk. Nia ma się też co oburzać. To jest świeży temat, bo dziewczyn w stand-upie jest niewiele, więc trudno żeby się do tego nie odnosiły. Muszą też czerpać z pewnych nośnych tematów. Nie ma co ukrywać, że wiecznie ktoś gada o waginach i robieniu loda. Typowy tekst stand-upowy faceta to: „moja laska zrobiła mi loda, a baby są głupie”. Tekst kobiety: „mój facet jest głupi, nie stoi mu”.  Dziewczyny ciągle są na diecie, a faceci wiecznie pijani. To zestawy uzpełniających się tematów.

Brakuje mi – i w kabarecie, i w stand-upie – kobiecości. Nie kobiet, ale właśnie kobiecości. Dziewczyny nie muszą dostosowywać się do męskiego świata, mogą być normalne. Grać kobiety. Nie musi się to wiązać z tym, że są od razu „jakieś”: wredne, głupie, krzykliwe. Po prostu są kobietami na scenie.

Mogę wyobrazić sobie skecz, w którym dwie dziewczyny rozmawiają ze sobą o zakupach, ale normalnie. Nie przez pryzmat: „głupia blondynka robi zakupy”. Mężczyźni na scenie mogą być neutralni i wzbudzają emocje, więc czemu kobiety nie spróbują być sobą?

Jest dużo kobiet, które udają proste, przaśne, głupsze niż są… Nie podoba mi się to. Myślę, że to pewność siebie i inteligencja są kobiece – również na scenie.

 

Od niedawna można Cię zobaczyć w „Szkle kontaktowym”. Jak się czujesz w telewizji?

Nie wiem. Nie czuję specjalnej różnicy między byciem, a nie byciem w telewizji… Właściwie tyko bywam. Formuła „Szkła kontaktowego” bardzo mi odpowiada, bo się tam siedzi i ględzi. To mi się podoba.

W ogóle mam duży sentyment do telewizji. Pewnie dlatego, że wychowałem się w latach 90. i spędzałem sporo czasu przed telewizorem. Wydaje mi się, że telewizja może niedługo wrócić do łask, bo jest jednak łatwiejsza w obsłudze od internetu. Wystarczy usiąść na kanapie, włączyć odbiornik i już coś się dzieje. W internecie jest sporo krótkich rzeczy. Trzeba ich najpierw długo szukać, a później można szybko się nimi znudzić. Telewizja ma oczywiście sporo dziadostwa w sobie, ale wbrew pozorom w Internecie jest go dużo więcej.

Lubię takie programy, jakie były kiedyś: „Za chwilę dalszy ciąg programu” czy „Komiczny ciąg cykliczny” z Mannem, Materną i Wassowskim. Chciałbym zrobić podobny program, bo tego teraz brakuje w telewizji. Nawet jestem w trakcie pracy nad czymś takim… Może będzie mi dane to pokazać.

Nigdy już nie będziesz prawnikiem?

Hm, zrezygnowałem z aplikacji na pierwszym roku. Chyba już mnie nie wpuszczą. Musiałbym odpuścić bycie komikiem. Mnie się wydawało, że to się tak da na pół gwizdka… Gdy podjąłem decyzję, że chce robić to, czym się teraz zajmuję, cała rodzina miała nadzieję, że mi przejdzie. Że trochę się pobawię i wrócę na prawo. Ale teraz widzą, że jakoś mi idzie, mam na rachunki. Już są o mnie spokojni. Kiedy zrezygnowałem, mama starała się mnie zrozumieć. Tata natomiast uczcił moją decyzję minutą ciszy. Taką trwającą prawie trzy tygodnie.
 

 

IMG_6383-3

*MICHAŁ KEMPA – komik, prawnik, maratończyk. Jest komikiem, ale – jak sam o sobie mówi – propaguje humor nieśmieszny i smutny. Zaczynał od występów w telewizji, Sali kongresowej, czy amerykańskim Gotham Comedy Club. Potem występował i wygrywał na większości festiwali kabaretowych w kraju. Był współprowadzącym program Lubię to w TVP1. Absolwent iO Theater w Chicago oraz nowojorskiego Manhattan Comedy School.

Autorką zdjęć Michała Kempy jest Alicja Rzepa. Portfolio pod adresem: alicjarzepa.pl.