Rok temu skorpiony, w tym roku jajka

Marysia Rutkowska

Na pewno jeszcze nie raz zdarzy się tak, że w pewien WAŻNY dzień będę gdzieś daleko, ale to nie znaczy, że coś będzie nie tak. Przecież chodzi o to, żeby czuć się spełnionym w życiu. A te smażone skorpiony wcale nie są takie złe.

Podróżowanie jest super. Uczucie bycia gdzieś, poznawanie świata, smakowanie życia jest naprawdę niesamowite. Nowi ludzie, nowe miejsca, JEDZENIE, poznawanie obcej kultury, niesamowite widoki, JEDZENIE, nowe przyjaźnie, JEDZENIE – te wszystkie rzeczy tworzą przygodę życia, pozwalają człowiekowi zdefiniować wszystko od nowa. A potem przychodzi Boże Narodzenie albo Wielkanoc i jest ci smutno. Już nie jest tak cacy, jak było wcześniej.

Będąc w Azji przegapiłam wiele – urodziny moich najbliższych przyjaciół i członków rodziny, Gwiazdkę, Wielkanoc, koniec studiów moich kochanych znajomych z uczelni (wtedy co prawda już byłam w Polsce, ale i tak przegapiłam, wrzucam to do jednego worka, żeby było bardziej dramatycznie). Moje urodziny spędziłam w autokarze. Nasza podróż trwała pół roku, w ciągu którego trochę się jednak wydarzyło.

W każdy taki WAŻNY dzień miałam moment, kiedy serduszko lekko zakuło i pomyślałam sobie „Pierdolę, wracam”, ale z drugiej strony ta podróż była czymś równie ważnym dla mnie. Spełniałam swoje marzenie, moja głowa pękała z ekscytacji, a oczy nie nadążały z pochłanianiem tego całego piękna dookoła. Wybierając się gdzieś daleko i na dłużej, każdy musi sobie zdawać sprawę z różnych konsekwencji. Musisz się zadowolić 3 koszulkami na zmianę, możesz dostać malarii albo omija cię jakieś istotne wydarzenie.

Miesiąc  temu była Wielkanoc, która u mnie w domu wygląda pewnie jak u 97% z Was – mama kupiła trzysta jajek (na 5 osób w domu, przecież nikt nie może chodzić głodny), przez 3 dni kroiliśmy jarzyny na sałatkę, majonez latał po ścianach i suficie, no i ktoś musiał iść z koszyczkiem (jak zwykle ja). Potem w niedziele zjedliśmy te jajka, ten majonez, tę sałatkę i po sprawie. W poniedziałek dostałam psika wodą w twarz – święta, święta i po świętach. Zawsze wygląda to tak samo, a jednak rok temu, z łezką w oku myślałam o tych wszystkich wspaniałościach, tak daleko ode mnie. Zamiast jajek jadłam smażone skorpiony i nigdzie nie było majonezu.

Decydując się na wyjazd, zawsze będzie tak, że coś nas ominie. Będziemy mogli wysłać jedynie smsa z życzeniami albo polubić zdjęcie naszej rodziny na tle choinki na Facebooku. Z drugiej strony, sami wybieramy taką drogę. Co prawda było mi smutno, kiedy w zeszłym roku mojej mamie mogłam tylko pomachać na Skypie i nie miał kto iść z koszyczkiem do kościoła, ale też byłam prze-prze-przeszczęśliwa, że jestem w Tajlandii i robię to, co zawsze chciałam zrobić. Moi rodzice – też tęskniąc – cieszyli się, że „Marysia jest zadowolona i uśmiechnięta”.

Dla mnie Wielkanoc w Azji nie była zresztą pierwszymi świętami spędzanymi z dala od domu. Kilka lat temu obchodziłam Boże Narodzenie u przyjaciół w Helsinkach, raz byłam w tym czasie w Holandii. Za każdym razem czegoś mi brakowało, ale też za każdym razem było to wspaniałe przeżycie i nie żałowałam, że byłam tam gdzie byłam. Na pewno jeszcze nie raz zdarzy się tak, że w pewien WAŻNY dzień będę gdzieś daleko, ale to nie znaczy, że coś będzie nie tak. Przecież chodzi o to, żeby czuć się spełnionym w życiu. A te smażone skorpiony wcale nie są takie złe.

* Opowieści Marysi przedstawiamy w ramach cyklu „Świat ma Sens”. Prezentujemy w nim poruszające historie ze świata, przywołujemy inspirujące sylwetki osób, które małymi krokami zmieniają rzeczywistość oraz zachęcamy do odkrywania najbardziej niesamowitych zakątków naszego globu *