Wąsaty wichrzyciel

Witold Bereś

felietonzyczliwy

- Można być bliskim Bogu także i wtedy, gdy nie posiada się kompletu cnót jednakowo marmurowych – napisał kiedyś Tadeusz Żychiewicz.
Życzliwość jest cechą ludzką, ale wszak nie każdy ją posiada. Miałem to szczęście, że w redakcji „Tygodnika Powszechnego” poznałem wielu bardzo życzliwych ludzi.

*

Autorem tych słów wszelako nie był żaden duchowny, lecz szczupły, filigranowy niemal, z bujnym wąsem, ubrany zawsze jakby na wojskową czy raczej partyzancką, modłę (ot choćby ten czarny beret, noszony na lewe ucho).

Żychiewicz (1922-1994) to pisarz, publicysta, teolog, przed wojną jest uczniem lwowskiego Liceum Mechanicznego (specjalność: konstrukcje lotnicze), od 1942 żołnierz Armii Krajowej, amnestionowany w 1947. Od 1949 współpracownik Tygodnika Powszechnego (pod ps. T. Jankowski, T. Zych, T. Żmuda), a po wznowieniu pisma w 1957 członek jego redakcji… Wyda około 20 książek: analiz biblijnych, żywotów świętych, refleksji nad tekstami liturgicznymi.

Doświadczenie akowskie nie jest tu bez znaczenia. Żychiewicz ma za sobą kilka lat służby w lwowskiej AK Obszar „Luśnia” (cały czas zresztą posyła komuś na tamte tereny egzemplarze pisma owinięte dla konspiracji w partyjną „Trybunę Ludu”). Zwykle szelmowsko uśmiechnięty, ale czasem potworny piekielnik. No i, wedle niektórych, dziwak. Przynosi choćby czasem do redakcji spore gabloty ze swoimi kolekcjami kamieni półszlachetnych i motyli oraz… ptasich gniazd i jaj (te zbiera z synem w okolicach Krakowa). Po czym nie bacząc na nic, zasiada do precyzowania opisów eksponatów. Potrafi też wygłosić a vista wykład tyczący a to hipotezy Czarnej Dziury, a to parametrów brytyjskich bombowców, a to sezonów lęgowych jastrzębi. Cóż, sam mawia o sobie, że za dziecka był „molem książkowym o rozstrzelonych zainteresowaniach”. Potem zajął się amatorsko przyrodoznawstwem, ale marzył o zawodzie konstruktora lotniczego. Nie przyjęty po wojnie na studia politechniczne, skończył UJ i pracował jakiś czas jako szef dokumentacji… Pracowni Konserwacji Zabytków.

Swoje teksty zaczął od odpowiedzi na nadsyłane na adres redakcji listy z pytaniami i wątpliwościami tyczącymi etyki, Biblii, doktryny chrześcijańskiej, stanowiska Kościoła katolickiego. Tak pojawia się rubryka Poczta Ojca Malachiasza. Ukazuje się przez dwanaście lat (zwykle co tydzień bądź dwa) i rychło zdobywa czołowe miejsca w rankingach najpoczytniejszych tekstów.

Przez wiele lat pisał przebój Tygodnika – debat na temat Kościoła i religijności Polaków. Oto inny cytat z Poczty:

„Ktoś kiedyś napisał, że od momentu, kiedy ze swojej szubienicy Chrystus – właśnie On – wołał owo Eloi, Eloi… [Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił] – żadna ludzka rozpacz nie jest już samotna i ostateczna, ani opuszczenie nie jest już samotnością (…). Choćby nawet istotnie, jak wtedy, »całą ziemię skryły ciemności« – te, które zdają się kryć w sobie nicość. (…) Myślę, że miał rację ten, który to pisał. I sądzę, że – kiedy się człowiek wmyśli w te sprawy – może być o krok od dotknięcia także i tajemnicy Wcielenia, także i tajemnicy tamtego rozdarcia. Ale o tym nie należy mówić. Bo tak już jest, że częstokroć rzeczy wyczuwane ulegają barbarzyńskim okaleczeniom momencie, gdy próbujemy ująć je w słowa”.
Najważniejsze okazują się jednak Żychiewicza pasja teologiczna i talent pisarski. Oraz przekonanie, że autor nie zawsze musi mieć rację i być wyrocznią. Wystarczy, że będzie dawał czytelnikom do myślenia.

Efektem są pasjonujące rozważania o Panu Bogu i człowieku, biblijnych paradoksach i niejasnościach, dylematach moralnych i życiowych. Pisze je językiem odległym od bełkotu serwowanego w kazaniach wielu duchownych. Językiem zrozumiałym nawet dla ludzi odległych od Kościoła. Zresztą Żychiewicz właśnie szukających wiary i ateistów z wyboru darzy wielkim szacunkiem.

Z kolei gdy pisze o świętych, to – w przeciwieństwie do hagiografów – szuka całej o nich prawdy. Nie uznaje „pobożnych korektur i pobożnych przemilczeń”. Takie zabiegi uważa za półkłamstwo, które wszak „pobożne być nie może”. Więcej: dowodzi, że przynoszą one szkodę i samym świętym, i wiernym. Święty był przecież najpierw żywym człowiekiem, a wstawiony na taki pomnik – przestaje być ludzki. To z kolei oddal odeń jego potencjalnych wyznawców – „bo można na pomnik patrzeć z nabożeństwem, lecz rozmawiać z nim nie sposób, a ręki nie poda”.

Wreszcie: to Żychiewicz już w epoce Jana Pawła II w odpowiedzi na apele o zbudowanie na Ziemi „cywilizacji miłości”, sugerował, że może lepiej ograniczyć się do starań o „cywilizację przyzwoitości”…

w ramach projektu „Życzliwa Polska ma Sens” – sfinansowano ze środków Fundacji PZU/Partner Fundacja PZU

logo-pzu