„Wino jest kobietą”. Rozmowa z Romanem Myśliwcem

Monika Schwertner

Dla mnie zawsze było ważne, w jakim środowisku żyję. Muszę mieć poczucie, że jest w nim wolność. Nie muszę z niej korzystać, ale muszę wiedzieć, że jest. Że mogę robić, co chcę. Pytałaś wcześniej – czy pasja, czy pieniądze. To są rzeczy drugorzędne. Na pierwszym miejscu jest wolność - mówi w cyklu "Wino jest kobietą" Roman Myśliwiec

Przez kilkadziesiąt lat w powojennej, komunistycznej Polsce w dziedzinie winiarstwa nie dzieje się prawie nic. Początek lat 80-tych i ktoś jeden czyni pierwszą próbę. 20 lat po nim zaczynają pojawiać się następni. Dzisiaj mamy w Polsce około 200 producentów wina i kilkaset hektarów winnic.

Przy okazji wizyty w Jaśle – centrum polskiego winiarstwa – w czasie największego i najbardziej popularnego w naszym kraju święta winiarzy, XII-tych Międzynarodowych Dni Wina, rozmawiam z Romanem Myśliwcem*, człowiekiem, od którego wszystko się w tym temacie w Polsce na nowo zaczęło.

Autorem wszystkich zdjęć użytych w materiale jest Roman Myśliwiec.

Monika Schwertner: Masz swoje ulubione wino?
Roman Myśliwiec: Białe, rześkie, kwasowe. Mam swoje ulubione szczepy: riesling włoski, weltliner, furmint wytrawny, pinot gris, seyval blanc. Bardzo rzadko piję czerwone wina.

Prawdę mówiąc najchętniej porozmawiałabym z Toba o życiu, nie o winie…
O! To dobrze! Jest szansa, że nie będę się musiał męczyć przy standardowych pytaniach.

wino9

Ok, postaram się, ale najpierw musisz zaspokoić moją ciekawość i powiedzieć, jak to się wszystko zaczęło?
O, a to już jest bardzo standardowe pytanie, wczoraj zadano mi je tylko trzy razy… W moim życiu przygoda z winiarstwem zaczęła się na początku lat 80-tych, choć tak naprawdę wcześniej, bo jeszcze w latach 70-tych, kiedy wyjeżdżałem turystycznie za granicę i poznawałam ludzi, którzy się wtedy tam zajmowali winiarstwem. Wyjazdy turystyczne za komuny – to tak z przymrużeniem oka, wtedy jeździło się za granicę zarobkowo, na handel, wiesz, jak było w tamtych czasach.

No tak, a tu prawie za płotem winnice u Słowaków, Węgrów…
Najbliższe słowackie winnice są w odległości 100 km od Jasła. Mieszkaliśmy wtedy z żoną w bloku w Jarosławiu i szukaliśmy działki, bo chcieliśmy mieszkać na wsi, kupiliśmy około 40 arów i w roku 1982 się wprowadziliśmy i wtedy w lecie posadziliśmy pierwszy krzew. Jak zamieszkaliśmy, zaczęliśmy uprawiać tę działkę i przemycaliśmy sadzonki np. z Węgier, gdzie mieliśmy przyjaciół i ze Słowacji. Wtedy to było niedozwolone. Na Słowacji działał już na tym polu pan Stefan Brana, był z wykształcenia enologiem, i to był taki moment kiedy ten temat już mnie bardzo zainteresował. Początkowo nic nie wychodziło, bo to były odmiany tzw. winorośli właściwej, która nie pasuje do naszego klimatu.

Ale to cię nie zniechęciło…
Zaczął się wtedy dla mnie długi okres nawiązywania kontaktów. Głównie ludzie z Czech – Miloš Michlovský, František Mádl – znani winiarze, którzy jako pierwsi zainteresowali się mieszańcami. Miloš kształcił się jeszcze w byłym Związku Radzieckim, tam studiował – głównie na Ukrainie, w Mołdawii. Ja wkrótce też zacząłem jeździć do Kiszyniowa i do instytutu w Odessie. Zacząłem sprawdzać te odmiany w dużych kolekcjach, rozmnażałem  je, a w końcu zająłem się szkółkarstwem. Konsultowałem wszystko z profesorem Guzunem.

Tych odmian przewinęło się kilkaset przez nasze gospodarstwo, nabierałem doświadczenia i coraz lepiej umiałem wybrać te, które się potem sprawdzały. Zacząłem sprzedawać sadzonki. I w ten sposób   płynnie przeszedłem z działalności wysokogórskiej do ogrodniczej, dokładnie winiarskiej.  W 1986 zaprzestałem czynnego wspinania się, ale jeszcze przez jakiś czas zarabiałem na pracach wysokościowych i dzięki temu mogliśmy nasz dom wykończyć. Potem zaczęliśmy uzyskiwać dochody z działalności szkółkarskiej, więc przestałem pracować wysokościowo.

Jakie jeszcze inne prace wykonywałeś  w życiu?
Wiele różnych… Na przykład otworzyłem zakład szycia kołder… Moja mama była krawcową, nauczyła mnie kiwać pedałem maszyny. Wtedy były bardzo modne kołdry puchowe. Wszyscy blokowcy – czyli ci, którzy ze wsi przeprowadzili się na osiedla z wielkiej płyty – przywozili od mamusi pierzyny, ale one się do bloków nie nadawały. Więc był to bardzo dobry okres na szycie tych kołder.

Ja pamiętam te czasy bardzo dobrze. I tak sobie próbuję to wyobrazić i nie mogę wyjść z podziwu, że w tej szarej, ponurej rzeczywistości stanu wojennego nagle komuś przychodzi do głowy pomysł założenia winnicy…Czy wtedy myślałeś o winiarstwie jako o biznesie?
Ja zawsze dążyłem do tego, żeby robić coś innego, ciekawszego, niestandardowego. Skończyłem technikum chemiczne w Jaśle, zdawałem na studia na AGH na ceramikę, ale się nie dostałem z powodów systemowych, bo nie miałem pochodzenia chłopskiego, ale egzamin zdałem. Mój ojciec był dyżurnym ruchu na kolei, czyli reprezentował tzw. inteligencję, nie klasę robotniczą. Moja rodzina bardzo ucierpiała od komuny, ojciec i jego bracia byli w AK, poznałem swojego ojca, jak miałem 10 lat. Wiesz, jak postępowano z AK-owcami w pierwszych latach po wojnie, wrócił do kraju dopiero, jak była odwilż za Gomułki i tak potem ubecy ciągle nam siedzieli na karku.

Polskie życiorysy…Czyli wtedy nie myślałeś o biznesie?
Nie, ja się jedynie nie chciałem poddawać rutynie. Ale ludzie zaczęli to kupować. Działkowcy, sklepy ogrodnicze, winogrona szły też na wagę jako owoc konsumpcyjny, wtedy przecież w sklepach były pustki. Wino owocowe zacząłem robić dużo wcześniej, uczyłem się na Cieślaku „Domowy wyrób win”, to klasyka.

Co się wydarzyło potem, jak się czasy zmieniły?
Poza moim samopoczuciem i radością, że taka wielka zmiana nastała w kraju – nic. Nie miało to wpływu, polityka nie miała znaczenia, nie miała wpływu na to, co robię. Biznesowo byłem niezależny.

Co w takim razie miało wpływ na Twoje zawodowe decyzje?
Nic nie miało. Uczyłem się, sam. Jak się już czegoś nauczyłem, zacząłem pisać książki. Uważam, że jest to jakiś fundament współczesnej uprawy winorośli w Polsce, bo wcześniej nie było prawie nic. Winnice w Polsce skończyły się w latach 60-tych, ostatnia została porzucona na początku lat 70tych w okolicach Puław. Od tego czasu do 1984 roku, kiedy powstała moja, oficjalnie w Polsce nie było żadnej winnicy. Oczywiście wiem, że gdybym ja tego nie zrobił i tak by się winiarstwo odrodziło.

Gdyby odrodziło się teraz, nie byłoby całej tej bazy Twojego doświadczenia.
Dopiero w 2001 roku powstała następna winnica po tej mojej, też w Jaśle. To w sumie jest 19 lat po moich pierwszych próbach.

wino6

Jakie szczepy sprawdzają się w Polsce?
Połowa tych, które teraz są u nas popularne, zostały sprowadzone przeze mnie  – rondo, bianca, muskat odeski.. Cały czas zajmuję się tworzeniem nowych odmian. Jest już jutrzenka, ale mam kolejne. Hamująco działa techniczna praca przy krzyżowaniu, w tym pomagał mi kiedyś syn. Nauczyłem się najwięcej z literatury słowackiej i czeskiej, bo łatwo było zrozumieć te języki, nie było wtedy internetu, teraz wszystko jest łatwiejsze…

Jakie znaczenie w tym wszystkim miały dla Ciebie pieniądze?
Miały praktyczne znaczenie. Ogromną  moją motywacją było zawsze, żeby robić coś ciekawego, ale obie te rzeczy były równie ważne, i do dzisiaj są. Pieniądze są ważne, są środkiem do lepszego życia. Gdybym wygrał teraz na loterii jakieś miliony dolarów, byłbym bardzo szczęśliwy i na pewno by mi to w głowie niczego złego nie zrobiło, na pewno bym od tego nie zgłupiał. Wiedziałbym, co z tymi pieniędzmi zrobić.

To co byś z nimi zrobił?
Podróżowałbym po świecie, kupiłbym moim dzieciom wszystko, czego potrzebują. Ja nie mam tendencji do narzekania, ale cały czas w moim życiu była pogoń za czymś, czego brakowało, cały czas łatanie dziur. Może dlatego, że moja rodzina chciała czegoś więcej, oczywiście poprzez swoją pracę.

To chyba jest w ogóle los Polaków  tego ostatniego pokolenia, te 20 klika lat upłynęło nam na odrabianiu zmarnowanego przez ostatnie 200 lat w naszym kraju czasu…
No właśnie, dlatego tak boli to, co się dzieje teraz w naszej polityce, przecież wszystko, co osiągnęliśmy, to praca tych wszystkich ludzi…nasza ciężka praca… Trzeba się tym cieszyć, doceniać to, otwierać na innych, rozwijać tolerancję dla różnych od naszego poglądów i skupiać się na tym co nas łączy, a nie co nas dzieli. A łączy nas na przykład to wszystko, co już razem przez te ostatnie lata w tym kraju osiągnęliśmy…

Ostatnio czytałem w Newsweeku o reakcjach ludzi na to, co się dzieje. Są ludzie, którzy się okopują – nie będę nic robił i nie pozwolę naruszać mojego świętego spokoju. Widzę na facebooku, że niektórzy przycichają, nie reagują, jeśli pojawiają się jakieś polityczne wpisy. Ale to nie jest wyjście. Z drugiej strony czy ja muszę walczyć? Ja już jestem na takim etapie, że chyba nie.

Jednak angażujesz się…
Dla mnie zawsze było ważne, w jakim środowisku żyję. Muszę mieć poczucie, że jest w nim wolność. Nie muszę z niej korzystać, ale muszę wiedzieć, że jest. Że mogę robić, co chcę. Pytałaś wcześniej – czy pasja, czy pieniądze. To są rzeczy drugorzędne. Na pierwszym miejscu jest wolność. I wiele w moim życiu było efektem tego. To ona mnie zawsze pchała do tego, żeby robić nowe, ciekawe rzeczy. Nie wiem, z czego to wynika. Z charakteru, czy wychowania.

Wolność jest dla mnie najważniejsza. Zawsze chciałem robić coś nowego, ciekawego, nigdzie nie zagrzałem miejsca. Może to ambicja. Ona wynika z wychowania. Mama i ojciec wpoili nam, że jesteśmy lepsi od innych w tym znaczeniu, że nie wolno nam źle postępować, to mogą robić gorsi, nie my.

Ten cykl, do którego przeprowadzamy naszą rozmowę, nazywa się „Wino jest kobietą”, dlatego…
O, to ja mam mnóstwo na ten temat  do powiedzenia!

Ok, to mów, a ja potem zadam swoje pytanie…
No ale to jest bardzo intymny temat… Kobiety zawsze miały dla mnie ogromne znaczenie. I kiedyś, i teraz zawsze najlepiej czułem się w towarzystwie kobiet. Nie wiem, czy mam jakiegoś bliskiego przyjaciela mężczyznę. Pamiętam, miałem kiedyś takiego bliskiego kolegę Kazia, z którym spędzałem dużo czasu, bo interesowaliśmy się sportem…. Natomiast z kobietami bardzo lubiłem się przyjaźnić. W moim życiu było wiele kobiet, które bardzo lubiłem. Jeśli chodzi o jakieś sprawy bardziej ścisłe, to umiarkowanie. Miałem dosyć dużo kobiet, ale to nie są ilości jakieś zastraszające. Dwa razy byłem żonaty. Raz to był błąd – byłem w wojsku i wyszedłem z niego kompletnie rozbity. To był dla mnie szok. Zobaczyłem tam, jak łatwo można zapanować nad umysłami ludzi, mając władzę. Kilka lat wychodziłem z tego. I stąd to małżeństwo.

Potem poznałem swoją drugą żonę, żyliśmy razem przez 30 lat, połowę z tego żyliśmy bez ślubu, potem wzięliśmy ślub cywilny. Bardzo pasowaliśmy do siebie. Też dążyła do wielu rzeczy, kilka lat temu zmarła na nowotwór. Ona też bardzo lubiła pracować, tak jak ja. Robiliśmy wiele różnych rzeczy, żeby do czegoś dojść. Wcześniej miałem różne burzliwe związki, ale to dawno w młodości. Lubię towarzystwo kobiet. Cieszę się teraz, kiedy spotykam mojego rówieśnika, że nie muszę żyć jak on. Najlepiej czuję się w towarzystwie ludzi młodszych ode mnie.

Uczą się od ciebie?
Jestem dumny i szczęśliwy z projektu mojej Fundacji – Podkarpackiej Akademii Wina – to jest fajne, ludzie przyjeżdżają, interesują się, zawiązują się przyjaźnie. Fajnie się uzupełniają, integrują. Wśród nich zdarzają się osoby wyjątkowe jak ostatnio np. Karolina Chlipała z winnicy Janowice – inteligentna dziewczyna, muzykalna, stworzyła festiwal koncertów muzyki klasycznej w winnicy, fantastyczny projekt! Zawsze bardzo lubiłem sztukę – muzykę, plastykę, mam ogromną tęsknotę, takie niespełnione marzenie, nie zrealizowane z braku czasu. Pewnym rzeczom trzeba poświęcić czas i nie da się zrobić wszystkiego, co by się chciało. Fotografia to moja pasja, ale trzeba by było zrobić jakąś porządną szkołę…Kupiłem kiedyś drogi sprzęt za kilkadziesiąt tysięcy, a potem miałem go rzadko w ręce, bo nie było kiedy. Zajmowałem się przez jakiś czas malarstwem, głównie kopiowałem ulubionych mistrzów, np. Picassa. Szło mi trudno, musiałem wszystko wypracować. Za to od pewnego czasu, jakieś 15 lat, bardzo angażuję się społecznie, mam teraz więcej możliwości i umiejętności. Stąd też wzięło się Stowarzyszenie Winiarzy Podkarpacia, fundacja Galicja Vitis, konkurs win, inicjatywa Dni Wina w Jaśle. Potrafię się w tym znaleźć, spełniam się.

wino

Czym jest dla ciebie wino?
Pokarmem, częścią codziennego menu, tak jak dla innych pewnie herbata. Ale wino to też produkt kultury, efekt działalności człowieka z wielotysieczną tradycją. Jeśli pijemy sok z czarnej porzeczki, on jest zawsze prawie taki sam, może być jedynie bardziej lub mniej rozwodniony. Owoc winorośli daje setki tysięcy różnych smaków w zależności od odmiany, kupażu odmian, od gleby i innych warunków środowiskowych, w których ta winorośl dojrzewała. Potencjał w tej niepozornej roślince do tworzenia nieograniczonego bogactwa smaków jest niebywały.

Pewnie dlatego wino pojawia się jako motyw w poezji i w sztuce… W takim razie jakie jeszcze marzenia może mieć taki spełniający się człowiek jak ty?
Przede wszystkim zabezpieczyć swoją rodzinę. Zawsze to miałem w głowie. Tak jak już mówiliśmy dla mnie wolność jest taka ważna, że zawsze miałem dylemat – czy lepiej jest żyć samemu, czy mieć rodzinę. Ludzie mówią, że dobrze mi się ułożyło, bo moje dzieci przejęły ode mnie winnicę i kontynuują to, co ja zacząłem. Gdyby tak się nie stało, to ciężko by było patrzeć, jak wysiłek tylu lat mojego życia ginie lub dostaje się komuś obcemu. Z drugiej strony są wnuki, więc ciągła troska i zmartwienie o to, jak im będzie w życiu, jaka będzie ich przyszłość. Ja jestem słabym dziadkiem, nie żyję wnukami, lubię dzieci, tylko ciągle nie mam czasu. Chciałbym maksymalnie, jak to możliwe im tę przyszłość zabezpieczyć. A dla siebie kupiłbym winnicę gdzieś na południu Europy, żeby było słońce,  ciepło i długi dzień, od południa morze a od północy góry. ..

* Roman Myśliwiec – Prekursor i propagator odradzającego się polskiego winiarstwa, założyciel legendarnej winnicy „Golesz” w Jaśle, szkółkarz i hodowca winorośli, jeden z założycieli Fundacji Polski Instytut Winorośli i Wina, były prezes Stowarzyszenia Winiarzy Podkarpacia, autor kilkunastu książek oraz licznych publikacji prasowych o tematyce winoroślarskiej i winiarskiej, członek Kapituły Wina Uniwersytetu Jagiellońskiego, pomysłodawca i organizator merytoryczny Międzynarodowych Dni Wina w Jaśle, członek Europejskiego Stanu Rycerzy Wina (Ordo Equestris Vini Europeae), pomysłodawca i organizator merytoryczny Międzynarodowego Konkursu Winiarskiego „Galicja Vitis”, sędzia  na międzynarodowych konkursach winiarskich. Od wielu lat prowadzi szkolenia dla nowych adeptów winiarstwa oraz organizuje wyjazdy enoturystyczne. Aktualnie poza pracą społeczną zajmuje się projektowaniem winnic i doradztwem przy tworzeniu gospodarstw winiarskich. W 2013 roku za wybitne zasługi w działalności na rzecz popularyzacji i rozwoju winiarstwa w Polsce odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Założyciel Fundacji Na Rzecz Rozwoju i Promocji Winiarstwa „Galicja Vitis”, w której obecnie koncentruje swoją działalność edukacyjną, prowadząc Podkarpacką Akademię Wina w Jaśle. Strona internetowa: www.roman-mysliwiec.pl

Cykl „Wino jest kobietą” to seria artykułów o miłości do wina oraz o bogactwie kulturowym ukrytym w winiarstwie – zajęciu, pozwalającym łączyć pracę, pasję i piękno! Przeczytaj też:

  • „O co chodzi z tym winem?”. Czytaj!
  • „Smakuj wino, smakuj życie!”. Czytaj!
  • „Wiedźma i wino”. Czytaj!

Monika Schwertner – jest ekspertem we wspieraniu menedżerów w rozwoju ich kompetencji przywódczych oraz przedsiębiorców w rozwijaniu ich biznesów, pracuje też z osobami prywatnymi, pomagając im w osiąganiu równowagi między życiem osobistym i zawodowym oraz w samorealizacji poprzez pokonywanie wewnętrznych barier i mechanizmów samo-sabotażu.

@chcesz porozmawiać z autorką? napisz! www.monikaschwertner.pl