Wspólne konto

Gaja Grzegorzewska

Innym modnym ostatnio trendem jest, w ramach miłosnej deklaracji, dawanie sobie swoich haseł do konta na fejsbuku, lub do poczty elektronicznej. Pomijając oczywisty (wspomniany już wyżej) problem, który pojawi się z czasem, a mianowicie, jak zdradzać, skoro nasz partner zna hasło (trzeba zakładać inne, tajne konta i mieć zapasowego mejla. Same trudności i kłody pod nogi), to jest to najzwyczajniej w świecie niebezpieczne.

Przypominamy najlepsze artykuły, które ukazały się na łamach portalu Polska Ma Sens. Tym razem tekst Gai Grzegorzewskiej z 1 lutego 2012 roku.

– Bankowe? – spytała Eryka. – Tak, i jeszcze wspólny kredyt na spłatę mieszkania, a potem wspólne dziecko. To były rzeczy, które przyspieszyły moją decyzję o odejściu od chłopaka. Poczułam jak grunt zaczyna palić mi się pod stopami.
No tak, Eryka tylko o jednym, a ja miałam na myśli wspólne konto na fejsbuku.

Czy nie jest to słodkie, jak parka ma wspólne konto (zwykle nazwane imieniem i nazwiskiem faceta), a w informacji o sobie dopisek „z tego konta korzysta też moja żona/dziewczyna”? I potem taka żona/ dziewczyna pisze pod czyimś statusem: „bla, bla, bla (to pisałam ja Beatka)”. Nie mówiąc już, że taka informacja o tym, kto jeszcze korzysta z tego konta, brzmi trochę jak ostrzeżenie dla potencjalnych kochanek, żeby przypadkiem nie pokusiły się w tym miejscu o miłosną peemkę.
– Już lepiej jak taka informacja jednak się znajduje – jak widać Eryka ma historyjkę na każdą okoliczność. – Miałam kiedyś taką sytuację: zapoznałam pewnego mężczyznę, który miał dziewczynę (naturalnie był z nią bardzo nieszczęśliwy i nie układało im się od wielu, wielu lat, zresztą nadal im się nie układa). Napisałam do niego wiadomość na fejsie. Nic nadzwyczajnego, ale mogła zostać odczytana, jako nadzwyczajna, a nawet nieobyczajna. Przy następnym spotkaniu biedak poskarżył mi się, że prawie wpadł, bo jego dziewczyna korzysta z jego konta i przeczytała peemkę. Widzisz kochana, czasami zakładasz, że wszyscy ludzie są tak rozsądni i ostrożni jak ty. A nie są.
– Pewnie on teraz już ma swoje osobne konto.
– Pewnie ma, ale już nic a nic mnie to nie obchodzi.

Profil na fejsbuku z założenia ma być czymś indywidualnym i osobistym. Miejscem, gdzie w taki czy inny sposób prezentujesz siebie. Zgrywasz się czy nie, kreujesz bardziej lub mniej, lansujesz się albo jesteś powściągliwy, prezentujesz swoje pasje i zainteresowania, dzielisz się linkami, obrazkami, zdjęciami, piosenkami, przeczytanymi artykułami. Konto służy ci do autopromocji albo tylko do czystej rozrywki, albo jeszcze inaczej: do przekazywania i uzyskiwania informacji. W każdym razie w jakiś sposób wkładasz tam cząstkę siebie. I tak, jak nie rozumiem ludzi będących w parach, którzy przestają myśleć „ja”, a zaczynają myśleć „my”, tak nie rozumiem pojęcia „nasze konto na fejsie”. Uprzedzając ewentualne głosy oburzenia na temat egoizmu w związku: ja nie mówię, aby cały czas myśleć tylko w kategorii „ja”. Ja tylko apeluję, by nie zatracać siebie. Tak, to banał co teraz powiem, ale nadal pozostajemy indywidualnymi jednostkami, nawet jeśli dzielimy z kimś łóżko noc w noc, odwiedzamy swoich rodziców i mamy wspólnego kota.

Innym modnym ostatnio trendem jest, w ramach miłosnej deklaracji, dawanie sobie swoich haseł do konta na fejsbuku, lub do poczty elektronicznej. Pomijając oczywisty (wspomniany już wyżej) problem, który pojawi się z czasem, a mianowicie, jak zdradzać, skoro nasz partner zna hasło (trzeba zakładać inne, tajne konta i mieć zapasowego mejla. Same trudności i kłody pod nogi), to jest to najzwyczajniej w świecie niebezpieczne. Wszędzie alarmują, by zadbać o lepsze zabezpieczenia kont, a tymczasem ludzie w miłosnym amoku beztrosko dzielą się z hasłami z osobą, która być może za rok nie będzie im wcale tak bliska, a może wręcz, nie daj Bóg, stanie się ich największym wrogiem. Więc lepiej się zastanówcie. Czy jak facet mówi wam, że chce bez gumy, dodając „zaufaj mi”, to idziecie w to? (tak, wiem, że to nie najlepszy przykład, a na dodatek dyskryminujący mężczyzn heteroseksualnych, tych biedaczków).

Wspólne konto prawie nigdy nie jest dobrym pomysłem, jeśli nie jest jakąś formą wspólnego biznesu lub przedsięwzięcia. Ja miałam z konkubiną tylko wspólne konto na allegro, a i to było za wiele. W końcu dostałam od niej mejla zatytułowanego „ten mejl ci się nie spodoba” z kategorycznym żądaniem, bym założyła własne konto, bo ona nie ma siły na dalsze prowadzenie mojej korespondencji z allegrowiczami.