„Zwierzenia pornogwiazdy”. Wywiad

Tomasz Schimscheiner

Ja tam w człowieka wierzę, dobry wywiad się obroni. To chyba jakiś chłam się w mózgi tych, co tam pracują, wkrada i ten chłam próbują nam wcisnąć, do tego chłamu przyzwyczajać.

Przypominamy najlepsze artykuły, które ukazały się na łamach portalu Polska Ma Sens. Tym razem tekst Tomasza Schimscheinera z 3 września 2011 roku.

Miałem dziś pisać o końcu wakacji, ale – jak to często w życiu bywa – nie idziemy tą drogą, którą sobie zamierzyliśmy, lecz tą, którą podsuwa nam los.

A los podrzucił mi nie lada gratkę, którą zamierzam się z Państwem podzielić. Los często stawia nam na drodze kłody, wystawiając nas na próbę. Każąc nam się gimnastykować, dostosowywać do… Kompromituje naszą „życzeniowość” wobec świata. Mówi nam: „Walcz, chłopie, rozbijaj łbem swoim upartym te ściany” albo „Płyń, unoś się na falach tego, co dostałeś, improwizuj, słowem: radź se, bo >co cię nie zabije, to cię wzmocni<”. Stop! Dosyć tego filozofowania, bo chcąc wyjść na za mądrego – okaże się, że po pierwsze: materiału na to ni ma, po drugie – żeś „kapusta głowa pusta”. Wracajmy zatem szybciutko, truchcikiem, a nawet biegiem, do rzeczonej gratki. Gratka owa to wywiad, któremu miałem się poddać w ramach promocji kolejnej transzy serialu „Szpilki na Giewoncie”, gdzie przyszło mi zagrać niejakiego Marka Stawskiego, szefa głównej bohaterki. Pytania są stawiane przez jeden z najbardziej poczytnych w naszym kraju tygodników (z programem TV). Pomyślałby ktoś, że taki wywiad to jakaś kawiarenka i kawka, i herbatka, i ciasteczko, magnetofon, jakaś fajna dziennikareczka naprzeciwko, która „spija słowa z mych ust”… No jeszcze czego? Małmazji się zachciało. Pytania zostały mi wysłane drogą mailową z prośbą o jak najszybszą, krótką i rzeczową odpowiedź na każde z nich. No to „kopniak” pierwszy – ferdydurkowy – na moim tyłku ląduje, bo jakże to tak? Wywiad to z człowiekiem – face to face. Już nawet z dziennikarzem brzydkim, jakimś! Wywiad to rozmowa, gdzie poza słowami nawiązuje się jakaś relacja, gdzie pytający potrafi się „dogrzebać” gdzieś, jakoś do wnętrza człowieka, do tego, co każdy z nas przecież na co dzień skrzętnie ukrywa. A jak dziennikarz ma sprawne – jak to się mówi – pióro, to potrafi to „coś” przelać na papier. Ale z komputerem? Chłodnym? Zimnym? Bezpłciowym? Cóż, może to jakaś nowa moda? Trend jakiś? Że tak jest: dżezi, cool i ten tego. No dobrze, przeczytajmy te pytania. Pytania do TOMASZA SCHIMSCHEINERA:

1. W Pana karierze serialowe role to raczej rzadkość. Co zatem spowodowało, że już trzeci sezon gra Pan w „Szpilkach na Giewoncie”?
No i tu drugi „kopniak” na drugim pośladku miękko, acz boleśnie, się zaznacza i szczęka lekko rozdziawiona, bo ja przecież w „Plebanii” i w „Na dobre i na złe”, i w „Na Wspólnej”, i w „Ojcu Mateuszu”, i w „Szpilkach na Giewoncie”, i znów w „Na dobre i na złe”, i w filmie o Agacie Mróz, ale należącym do serii „Prawdziwe historie”, czyli też w serialu. Nawet film fabularny „Bezmiar sprawiedliwości” był pokazywany w TV jako serial, „Anioł w Krakowie” i „Zakochany anioł” też w zasadzie jest dwuodcinkową serią… więc o co chodzi??? Właściwie jak teraz to piszę to mi się przypomina, że ja w serialu właśnie dużo, że w fabule mniej. Nie wiem, z jakiego źródła brali informację na mój temat (może z gazety „Źródło”?), ale na ich miejscu nie ufałbym temu „Źródłu”. Jeszcze myślę: „Pomylili się , nie o mnie im idzie”, ale patrzę wyraźnie do SCHIMSCHEINERA napisane… A jeszcze ta druga część pytania: co spowodowało, że gram w „Szpilkach na Giewoncie” już trzeci sezon? Boże jedyny! No to, że jeszcze ze mnie nie zrezygnowali!!! Że mogę w swoim zawodzie, a nie jako np. kelner… Z niepokojem na następne pytanie ukradkiem zerkam:

2. Nie odczuwa Pan zmęczenia, rutyny grając od początku w wiadomym serialu?
I jest!!! „Kopniak” trzeci!!! A szczena moja coraz cięższa – już do brzucha zwisa. Bo: ja zawsze grałem w wiadomym serialu. Jeszcze nigdy nie udało mi się zagrać w n i e w i a d o m y m serialu, ale nawet gdyby to myślę, że nie odczuwałbym… Pewien góral – na pytanie: „Stasek, cymu ty ni mos dzieci?” – odpowiedział: „Bo jo kochóm dzieci”. Tak ja – na pytanie: „Czy odczuwam rutynę?” – odpowiadam: „Nie, bo ja lubię tę robotę”. Tak im mniej więcej odpowiadam i jeszcze – naiwny – mam nadzieję, że to jakiś żart może?… A tu:

3. Jak scharakteryzuje Pan Marka Stawskiego? Na czym polega „atrakcyjność” tej postaci? Skąd czerpał Pan inspirację przygotowując się do tej roli?
To już widzę, że to nie żart, że to na poważnie tak. Jak najpoważniej i jak najszczerzej staram się odpowiedzieć: Marek Stawski jest postacią tajemniczą, nie wiemy, skąd pochodzi, jaka jest jej historia, nic prawie o niej nie wiemy poza tym, że jest szefem Ewy Drawskiej, czyli Magdy Schejbal i w wolnych chwilach odwiedza agencje towarzyskie, i lubi zakrapiane imprezy, więc jeśli pyta pani skąd „czerpałem” inspirację? To odpowiadam: „Jak to skąd? Z siebie”.

4. Czy któreś ze scen w „Szpilkach” były wyjątkowo trudne do zagrania? Czy raczej jest tak, że dobrze przygotowany aktor i zgrana ekipa sprawia, że wszystko idzie jak po maśle?
No tu już mi „kopara” z hukiem (ale nie z Tadeuszem) na podłogę upada (choć Tadziu Huk pewnie też by o tę podłogę pewnie walnął)! Boże, co za gehenna! Ktoś zadaje pytanie i na nie odpowiada! Zdziwieniu memu nie ma końca. To po co ja tutaj? Może się przejdę gdzieś? Ale „promocja serialu” – myślę i próbuję jakoś łączyć odpowiedź z pytaniem i wychodzi coś takiego: sceny tzw. „trudne” to są przeważnie te sceny, do których aktor lub ekipa są nieprzygotowani, ale ta ekipa i ci aktorzy są tak zgrani, że wszystko idzie jak „po maśle”- takie masło maślane mi z tego wychodzi. Następnie dostaję się w krzyżowy ogień pytań, niezwykle wprost przebiegłych i kąśliwych zarazem:

5. Coś zabawnego (anegdotycznego) wydarzyło się na planie, co szczególnie utkwiło Panu w pamięci? I:

6. Czy w trakcie zdjęć do „Szpilek” integrował się Pan z góralami, korzystał ze wskazówek? Jaki mieli stosunek do Was, aktorów?

Czuję się jak biedni Rosjanie w pierwszej fazie obrony Stalingradu i próbuję odpowiadać jakoś durnie że ze mną jest tak, że te „zabawne” historie przeważnie zdarzają się innym, a nie mnie, ale pamiętam jedną taką scenę, gdzie grając kompletnie pijanego utknąłem w drzwiach obrotowych dawnego hotelu ”Kasprowy” (obecnie „Mercure”). Mogłem się tylko w tych drzwiach obracać, ale za „chińskiego Boga” nie mogłem się stamtąd wydostać… itp. głupoty. A na pytaniu o góralach jakoś się „zbieram”, tzn. rezon odzyskuję i mówię: Próba integracji z góralami wygląda mniej więcej tak, jak próba dogonienia geparda przy pomocy ludzkich nóg. To bardzo serdeczni, ale jednak hermetyczni ludzie. Co do wskazówek – to ja z góralami mam do czynienia już od filmu ”Legenda Tatr”, czyli od jakichś 20 lat. Potem była „Historia filozofii po góralsku” kręcona z przerwami przez kilka lat ( zresztą kolejny serial), więc wskazówek to ja od nich mam tyle, że do tej pory mam kaca. A o aktorach? To my dla nich: „Komedyjanty, co: to i hawto i cosi, kajsi zawse wyśtuderujom, hej!”

7. Jakie działania twórcze podejmuje Pan między kolejnymi transzami serialu? W jaki sposób relaksuje, odpoczywa? I może coś o hobby.

Szczęka moja, już nie moja, oderwana od ciała, jak w wierszach Leśmiana, beztrosko po pokoju sobie hasa. No bo te „twórcze działania” to u mnie nie pomiędzy, tylko w trakcie. Cały czas w tej mojej głowie coś się tworzy, wyobraża, kiełkuje. Ale tak samo jak ten góral, co przyszedł do spowiedzi i mówi księdzu w konfesjonale: „Oj, pszę ksindza, nagrzysyło mi się z dziwcentami”, a osoba duchowna: „Rozumiem. Ile ich było?”. Na co góral: „Co? Przeciez jo tu przyseł się wyspowiadać, a nie kwolić!” Tak i ja chwalić się nie lubię, więc nic o tych twórczych działaniach nie mówię. Przesądny też jestem i nie chcę zapeszać. A ta druga i trzecia część: „W jaki sposób się relaksuje, odpoczywam? I może coś o hobby”. Według słownika hobby to czynność wykonywana dla relaksu, w czasie wolnym od obowiązków. Głównym celem jest przyjemność płynąca z uprawiania hobby. No to po co mnie pytają o relaks i odpoczynek, jak to jest właśnie hobby. Ale się zastanawiam nad tym, co sprawia mi przyjemność, co mnie relaksuje, po czym odpoczywam? I jest! Eureka! Moim hobby jest : s e x!!! Wprawdzie przeczuwałem to już wcześniej, ale teraz na głos to z siebie jakoś wyrzuciłem. I już w szczęściu, w podnieceniu tym odkryciem żony swojej kochanej, cudnej, uroczej szukam coby jej o tym powiedzieć, co więcej – zademonstrować! No świat ma sens!!!

Mam pytania: Czy ludzie u nas już tak „zbaranieli” od tej papki medialnej powszedniej, że chcą to czytać? Czy może sztuka wywiadu na psy schodzi? Czy może dziennikarze pracujący w kolorowych periodykach są tak leniwi, że zamiast osobiście to jakieś szablony do wypełnienia podsyłają?
Ja tam w człowieka wierzę, dobry wywiad się obroni. To chyba jakiś chłam się w mózgi tych, co tam pracują, wkrada i ten chłam próbują nam wcisnąć, do tego chłamu przyzwyczajać. I jeżeli Bereśjanowski z tego m.in. powodu (czyli chłamu ogólnego) „Polska Ma Sens” wydają, to proszę Państwa: świat ma sens!