Z myślą o swoim śniadaniu

Justyna Kopińska

Czasem czuję, że straciłem 20 lat życia. Dlatego powtarzam synowi, aby żył inaczej. Nie będę dumny, gdy kupi kolejny samochód, tylko, gdy zobaczy kraj, który go zaciekawi. A najbardziej mnie cieszy, gdy po prostu jeździ na desce.

Przypominamy najlepsze artykuły, które ukazały się na łamach portalu Polska Ma Sens. Tym razem tekst Justyny Kopińskiej z 14 września 2011 roku.

Niektórzy dwudziestolatkowie nie godzą się już na pracę, jeśli nie zdążą po niej na zajęcia yogi. Sens życia bez stresu zaczynają doceniać też starsi. Bo czują, że biorąc udział w wyścigu szczurów stracili wiele lat życia.

– Wstaję o 12-tej, projektuję kilka godzin, później yoga i kino z przyjaciółmi. W każdy weekend masaż. A w poniedziałek spotkanie z psychoterapeutą, bo chcę lepiej zrozumieć, skąd się brała moja potrzeba kontroli – mówi 30-letnia Agnieszka z Poznania. Całą zimę spędzi w Afryce. – Może już zawsze będę wyjeżdżała od listopada do lutego. To przecież taka smutna pora roku – podkreśla.

Jeszcze kilka lat temu Agnieszka pracowała od dziewiątej rano do pierwszej, drugiej w nocy. – Byłam najemnikiem w korporacji – tak teraz o sobie mówi. – Gdy ktoś w pracy mnie skrytykował, płakałam całą noc, a później pracowałam jeszcze ciężej. Pojawiły się kłopoty ze snem. Imprezy, podczas których już nie potrafiłam pozbyć się napięcia, ciągły niepokój, że ktoś zgarnie moje zamówienie, że nie jestem w tej chwili tam… w pracy.

Fot. Julia Goerlichfot. Julia Groelich

*

Z Martą rozmawiam w kawiarni dla wegetarian, w której obecnie pracuje. – Już na trzecim roku studiów dostałam się do jednej z dobrych firm public relations. Wzięłam kredyt na mieszkanie, pomagałam rodzicom, kupowałam ubrania, które zawsze chciałam mieć. Na zakupy zwykle jeździłam do Berlina lub Londynu. Nie przeszkadzało mi, że tak dużo pracuję. Dopiero po kilku latach zaczęłam odczuwać napięcie. Taki ciągły stan niepokoju, że nie jestem w pracy, nie sprawdzam skrzynki mailowej, nie dzwonię do klienta. Nie pamiętam, żebym wtedy po prostu oglądała film czy czytała książkę. Gdy wychodziłam ze znajomymi, miałam wrażenie, że nie poświęcam pracy wystarczająco dużo czasu. A pracowałam przecież kilkanaście godzin dziennie – podkreśla.

- I wtedy pojawiły się te sine pręgi na ciele – Marta nie jest przekonana, czy jej uwierzę. – Lekarze nie wiedzieli, co mogą oznaczać. A było ich coraz więcej, na plecach, później na nogach. Dopiero z czasem jeden z lekarzy zasugerował, że to od nadmiaru stresu.

Teraz dużo medytuję, chodzę na kurs fotografii artystycznej. Sprzedałam mieszkanie. Staram się nie mieć dłuższych zobowiązań. Może to przesada w drugą stronę… Ostatnio spotkałam znajomą z poprzedniej pracy i spytała, czy nie wstydzę się tak pracować za barem. A ja nie chcę już, żeby moje życie było związane z ciągłymi wyzwaniami i lękiem. Znam hiszpański i angielski. Może przez jakieś dwa lata będę pracowała w kawiarni w Anglii, a później rozbiła zdjęcia egzotycznym zwierzętom w różnych krajach – Marta się uśmiecha. – Ale to nie jest plan na życie, nie mam obecnie planów.

*

42-letni Szymon z Warszawy też nie planuje. – Zarobiłem wystarczająco, aby mój syn miał „zapewnioną przyszłość”. Teraz chcę pomyśleć o sobie. Powiedziałem do szefa: „Dasz mi o połowę niższą pensję, ale będę wychodził o 15-tej i nie myślał wieczorem o pracy”. Mój rytm dnia wyznacza teraz śniadanie ze znajomymi. Popołudniowa drzemka, tenis, a w weekend – konie. Zwierzęta i sport potrafią mnie zupełnie odprężyć. I jeszcze spotkania z dietetykiem i psychoterapeutą. Czego się wstydzę? – zastanawia się Szymon. – Gdy już pracowałem od rana do późnych godzin nocnych i ktoś wyspany, zrelaksowany przynosił lepszy projekt ode mnie, to zależało mi tylko na tym, żeby go poniżyć. Nie dopuszczałem do siebie myśli, że ktoś może być lepszym pracownikiem. Potem siedziałem sam, skulony ze strachu, że moja pozycja spada, a wszyscy odkryją, że już nie jestem wydajny.

Teraz chcę pomagać młodszym pracownikom. Robię kurs trenera. Będę pracował z naszym działem HR. Chciałbym pokazać innym, jaka ilość godzin jest odpowiednia, aby nadal pozostać twórczym. Wspólnie odkryjemy, jak mogą odpoczywać tak, aby zupełnie nie myśleć o pracy. Bo gdy wsiadam na konia, to o wszystkim zapominam.

Ostatnio przeczytałem artykuł o nowym pokoleniu ludzi, którzy idą na rozmowę kwalifikacyjną i nie zgadzają się na pracę, jeśli nie zdążą po niej na zajęcia yogi. Nie wiem, czy to prawda… W Polsce jest nadal olbrzymia konkurencja wśród młodych osób. Ale czterdziestoparolatkowie, z mojego kręgu znajomych, mają dużo oszczędności i coraz częściej stawiają warunki swoim pracodawcom. Może też przekazują wartość życia bez stresu swoim dzieciom. Czasem czuję, że straciłem 20 lat życia. Dlatego powtarzam synowi, aby żył inaczej. Nie będę dumny, gdy kupi kolejny samochód, tylko, gdy zobaczy kraj, który go zaciekawi. A najbardziej mnie cieszy, gdy po prostu jeździ na desce.