Żądamy prawdy, lecz boimy się rys na pomnikach

Jakub Stolarczyk

Rola dziennikarza? Ujawniać. A że w ujawnionej informacji sporo prawdy jest, widzimy po środowym komunikacie Zbigniewa Bońka i Adama Nawałki, którzy zgodnie stwierdzili, że problem istnieje, a wobec niektórych piłkarzy zostaną wyciągnięte konsekwencje

Alkohol w piłce – także tej reprezentacyjnej – był, jest i będzie. Wiedzą o tym nawet średnio zorientowani kibice, w których ręce wpadła jakakolwiek biografia kontrowersyjnego zawodnika. Wiem, za młodu karmiono nas historiami o mitycznych bohaterach, którzy dzień zaczynają od biegania, wysokowartościowego śniadania i czytania książek. Niestety, w prawdziwym życiu oni także czasami budząsię z bólem głowy, niekoniecznie spowodowanym przeziębieniem.

Nie, w tym tekście nie będzie usprawiedliwienia dla alkoholu na meczach kadry. Ale nie będzie także znęcania się nad piłkarzami, zwłaszcza gdy wciąż nie potwierdzono nic, za co mielibyśmy prawo ich ganić. Więcej, największymi zwycięzcami afery mogą być paradoksalnie oni sami. Wokół zawodników wytworzył się jakiś mit, który ta sytuacja ponownie próbuje obalić. Pokazuje, że są to tacy sami ludzie jak my. Mający swoje problemy, często bardzo podobne do tych, jakie towarzyszą na co dzień murarzowi Staszkowi, bankierowi Zbyszkowi czy architektowi Tomkowi.

Dziennikarzy „Przeglądu Sportowego” należy pochwalić przede wszystkim za to, że aferę rozdmuchali teraz – w momencie,gdy reprezentacja osiąga satysfakcjonujące wyniki. Łatwo jest bowiem do drużyny zrazić po remisie z Mołdawią czy przegranej ze Słowacją. Wtedy nie potrzeba alkoholu czy innych używek – do frustracji kibica doprowadzą paczki po chipsach znalezione w szatni i reklama szamponu z udziałem kapitana. Rola dziennikarza? Ujawniać. A że w ujawnionej informacji sporo prawdy jest, widzimy po środowym komunikacie Zbigniewa Bońka i Adama Nawałki, którzy zgodnie stwierdzili, że problem istnieje, a wobec niektórych piłkarzy zostaną wyciągnięte konsekwencje.

- Takie sytuacje z zachowaniem niektórych kadrowiczów nie mogą mieć miejsca. Nie będę tego tolerował! Nie będzie mego przyzwolenia na łamanie zasad postawy reprezentanta Polski. Zawsze kierowałem się i kieruję w zarządzaniu reprezentacją jedną zasadniczą dewizą – dobro zespołu jest ponad wszystkim, także ponad indywidualnymi słabościami i wadami. Od trzech lat wykonujemy naszą pracę, uwieńczoną ćwierćfinałem mistrzostw Europy we Francji. Jestem przekonany, że nasza drużyna jest świadoma celu, do jakiego zmierzamy – skomentował Adam Nawałka.

Przyznam szczerze, że mam wielki problem z oceną tak zwanej afery alkoholowej. Gdy kopałem piłkę jako trampkarz w jakimś amatorskim klubie – na którym zresztą przygodę z „poważną piłką” zakończyłem – uczono mnie, by problemy drużyny załatwiać w szatni. To szlachetne hasło jednak w praktyce obowiązywało jedynie wtedy, gdy podzielało się zdanie większości drużyny. W innym wypadku padały obelgi, o których nawet nie wypada tu wspomnieć. Dlatego niespecjalnie dziwi mnie, że problem wydostał się na zewnątrz. Może to i mało eleganckie, ale jak widać skuteczne.

Jestem pewien, że gdyby Polska po trzech meczach eliminacji miała na swoim koncie cztery albo pięć punktów mniej, to wszyscy byliby zachwyceni tekstem, który ukazał się w „Przeglądzie Sportowym”. Sytuacja jest jednak inna – szczęśliwie lub nie – mamy siedem „oczek” i na papierze wszystko jest w porządku. Niestety, w powietrzu cuchnie alkoholem, którego na zgrupowaniach reprezentacji powinno być mało i basta!

„Reprezentacja – pod pretekstem integrowania – jednak nie powinna zalewać się w trupa, a już na pewno nie powinno być tak, że mecz staje się tylko jednym z kilku wydarzeń podczas zgrupowania. I tu nawet nie chodzi o formę poszczególnych zawodników” – napisał dziennikarz sportowy Krzysztof Stanowski. Niejako potwierdzając, że sytuację należało ujawnić. I ja to zdanie podzielam, choć daleki jestem od szukania kozłów ofiarnych.