Zamach na ludzkie uczucia

Jakub Stolarczyk

Wstyd mi! Po raz pierwszy zacząłem się wstydzić za moje środowisko. Nie dlatego, że jest nieprofesjonalne, gdyż mamy w Polsce wiele utalentowanych piór. Nie dlatego, że padają skrajne opinie - tylko różnorodne społeczeństwo możemy nazwać zdrowym. Wstyd mi za to, że cześć publicystów wykorzystuje zamachy do głoszenia populistycznych haseł, które zamieniają się w jeden wielki festiwal pogardy. Jakby czekając na kolejny atak, który będzie można okrasić pseudobłyskotliwą ripostą.

137, 10, 84, 77, 191 – te liczby najczęściej widzimy w relacjach telewizyjnych. Jakby była mowa o wyliczeniach w tabelkach księgowych. Zapominamy, że za tymi liczbami kryje się także Chloe, Ciprian, Magdalena oraz 4-letni Yannis. Wciąż dostrzegamy tylko liczby, które od kilkunastu dni nieustannie dodajemy.

„Wiem po sobie, że to trudne i szkodzi na ego, ale czasami lepiej przeprosić, skasować i życie toczy się dalej” – napisał dziennikarz Krzysztof Stanowski w odpowiedzi na haniebny wpis redaktora Ziemkiewicza („Dla Niemców szok. Zawsze to oni mordowali innych, odwrotnej sytuacji nie mają przećwiczonej” – przyp. red.), któremu nie warto poświęcać tu więcej uwagi.

Niestety już pierwsze godziny po kolejnej wiadomości o przeprowadzonym zamachu zamieniają się w inny zamach -  równie groźny jak ten w Nicei, Paryżu czy  na Bliskim Wschodzie. To atak na ludzkie uczucia. Z ulic Nicei jeszcze nie zdążano usunąć śladów krwi, a w mediach zaczęło się obrzucanie błotem. Śmierdzącym i przeszywającym ciało, jak nabój, który coraz częściej wbija się w bezbronne ciało na europejskich ulicach.

Z trwogą oglądałem nocną relację z Nicei czy sobotnie wiadomości z Kabulu. Ze smutkiem patrzyłem na zdjęcia, które, kilkanaście dni po makabrycznych wydarzeniach, nie chcą mi wylecieć z głowy. Jednak gdy zobaczyłem setki, a może nawet tysiące komentarzy: polityków, dziennikarzy, nas wszystkich, to dopiero wtedy udało mi się dostrzec ogromną skalę problemu. Problemu, który dotknął nas wszystkich. Mowa o obojętności. Tej samej, która prawie 80 lat wcześniej pogrążyła świat w chaosie.

Wstyd mi! Po raz pierwszy zacząłem się wstydzić za moje środowisko. Nie dlatego, że jest nieprofesjonalne, gdyż mamy w Polsce wiele utalentowanych piór. Nie dlatego, że padają skrajne opinie – tylko różnorodne społeczeństwo możemy nazwać zdrowym. Wstyd mi za to, że cześć publicystów wykorzystuje zamachy do głoszenia populistycznych haseł, które zamieniają się w jeden wielki festiwal pogardy. Jakby czekając na kolejny atak, który będzie można okrasić pseudobłyskotliwą ripostą.

Boję się zobojętnienia. Zaledwie dzień po strzelaninie w Monachium, miał miejsce zamach bombowy w Kabulu. W chwili, gdy piszę ten tekst, wiemy już o śmierci ponad 80 osób. Czy w Europie ktoś myśli o ofiarach? Nie, skupieni jesteśmy na liczbach. Zabici ludzie stają się jedynie umocnieniem argumentów. Liczby przesłaniają zdrowy rozsądek, znalazły się tam, gdzie dawniej było miejsce najbardziej ludzkiego z ludzkich uczuć – współczucia.

Koleżanka, która obecnie przebywa we Francji ,w chwili zamachu spędzała wieczór w jednej z kawiarni, w większości wśród Francuzów. Jak sama powiedziała – na chwilę z uwagą śledzili oni wydanie specjalne wiadomości, po czym spokojnie wrócili do picia piwa. Niestety, do bomb przyzwyczailiśmy się tak samo jak do fajerwerków.