Życie artysty w czasach niełatwych

Lektor w Tygodniku Powszechnym, Zdzisław Pietrasik w Polityce i Paweł Wroński w „Gazecie Wyborczej” – pierwsi recenzenci są życzliwi dla książki „Andrzej Wajda. Podejrzany”.

redakcja

W Tygodniku Powszechnym możemy przeczytać:
„Witold Bereś i Krzysztof Burnetko, kiedyś dziennikarze ‘Tygodnika Powszechnego’, twórcy portretów Ryszarda Kapuścińskiego i Marka Edelmana, biorą tym razem za punkt wyjścia właśnie akta tajnych służb. Nie jest to jednak tylko konfrontacja ich zawartości z pamięcią bohatera, ale coś więcej: próba opisania losu artysty w Peerelu. Artysty szczególnego rodzaju, bo reżysera filmowego, bardziej niż inni uzależnionego od struktur scentralizowanego państwa, a zarazem oddziałującego wyjątkowo szeroko, zarówno na widzów polskich, jak i zagranicznych. (…)
Autorzy korzystają z akt esbeckich, z relacji reżysera, ale także z zapisów w prowadzonym przezeń od lat dzienniku, no i – last but not least – z własnej wiedzy na temat peerelowskiej przeszłości. Otrzymujemy dzięki temu obraz wielowymiarowy, skupiony wprawdzie na ostatniej dekadzie tamtej epoki, ale obejmujący też lata wcześniejsze. Z jednej strony artysta idący własną drogą – co oznacza szukanie luk w opresyjnym systemie i maksymalne wykorzystywanie dostępnych możliwości. Z drugiej – machina tajnych służb wszystkich szczebli, przerażająca i zarazem niekiedy groteskowa, łącząca bowiem omnipotencję z nieudolnością. I wspierający ją ludzie, w tym ‘frakcja narodowa’ w polskim kinie, dla której Wajda był także wrogiem numer jeden. ‘Polacy wzięli udział w budowaniu PRL, ale niekoniecznie komunizmu – mówi dzisiaj reżyser. – I to nie PRL tworzył nam te wszystkie możliwości, to myśmy sami je sobie tworzyli’.
Jest też puenta. Oto w karcie wypożyczeń akt Wajdy znajdziemy adnotację, że zaglądali do niej pracownicy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, gdy resortem kierował Antoni Macierewicz. Reżyser nie pełnił już wtedy funkcji publicznych – czego więc tam szukali?’.

[Cały tekst: http://tygodnik.onet.pl/kultura/lektor-recenzuje-ksiazke-o-andrzeju-wajdzie/95hq7 ]

*
Tygodnik „Polityka” piórem Zdzisława Pietrasika zauważa:
„Władze komunistyczne naprawdę wierzyły, iż kino jest najważniejszą ze wszystkich sztuk. Zapalonym kinomanem był Władysław Gomułka, który po obejrzeniu m.in. ‘Niewinnych czarodziejów’ Wajdy, ‘Nikt nie woła’ Kutza i ‘Noża w wodzie’ Polańskiego ogłosił z najwyższej partyjnej trybuny, iż ‘uderza w nich oderwanie od konkretów w warunkach społecznej rzeczywistości Polski budującej socjalizm oraz pesymizm w traktowaniu losów człowieka’. Drobni donosiciele nie mieli tak szerokich horyzontów. Starali się udowodnić swą przydatność drobnymi informacjami, wśród których pojawiały się zarzuty najlepiej wówczas przez zwierzchnictwo widziane, np. że Wajda ma ‘niechętny, zabarwiony emocją stosunek do ZSRR’, że ‘podobno z pochodzenia Żyd’, a może i homoseksualista. ‘Andrzej Wajda. Podejrzany’ to nie tylko kronika nękania reżysera przez służby. To przede wszystkim wnikliwy portret wybitnego artysty tworzącego w czasach PRL.

[cały tekst:
http://www.polityka.pl/kultura/ksiazki/recenzjeksiazek/1562503,1,recenzja-ksiazki-witold-beres-krzysztof-burnetko-andrzej-wajda-podejrzany.read ]

*
W „Wyborczej” czytamy recenzję Pawła Wrońskiego:
„To nawet nie jest książka biograficzna o laureacie Oscara. Autorzy starają się spojrzeć na postać Wajdy przez pryzmat liczącej 1119 stron teczki z IPN. (…)
Bereś i Burnetko zdają sobie sprawę, że narzucają się skojarzenia z metodą twórczą spółki Sławomir Cenckiewicz – Piotr Gontarczyk wobec Lecha Wałęsy. Dlatego we wstępie piszą o swoim stosunku do materiałów archiwalnych IPN: uznają je za źródła historyczne, pod warunkiem że są wykorzystywane w sposób krytyczny i bez inkwizytorskiej pasji. (…)
I co to wszystko, co zebrali Bereś i Burnetko, pokazuje? Bezradność władzy wobec talentu. Wobec człowieka, który, jak kiedyś poeci romantyczni, kształtował światopogląd narodu. Co gorsza, Wajda okazał się wobec władzy złośliwy – w momencie największego napięcia deklarował, wbrew życzeniom władzy, że chce pozostać w kraju i robić filmy dla Polaków.
Nie jest to książka, w której przeanielony artysta dzień w dzień walczy ze złym ustrojem. Wajda zaczyna jako jego zwolennik, który czuje puls historii. To nic, że w ‘Kanale’ nie padają słowa ‘powstanie warszawskie’, skoro, choć minęło przeszło pół wieku od premiery, nikt lepszego filmu o powstaniu nie zrobił. To nic, że to Szczuka w ‘Popiele i diamencie’ ma rację, skoro wszyscy opłakują nie jego śmierć, ale Maćka Chełmickiego, który chciałby zacząć po prostu normalnie żyć, ale wierność przysiędze każe mu strzelić ostatni raz. Minęło przeszło pół wieku i nic lepszego na temat tych czasów w polskim kinie nie powstało. To prawda, że nie było w 1939 r. szarży kawalerii polskiej na czołgi (jak to ukazano w ‘Lotnej’), ale nikt do tej pory nie zrobił lepszego filmu o klęsce wrześniowej. (…)
Wajda z tej książki wyłania się jako człowiek, który walczy przede wszystkim o swoje filmy. To jest jego narzędzie zmieniania świata. Nie podpisuje protestów, długo nie angażuje się otwarcie w działalność po stronie opozycji. Uważa, że jego twórczość dla Polski znaczy więcej niż jakikolwiek akt sprzeciwu. Czasami mówi stanowcze ‘nie’, ale tak, by dać władzy wyjście z sytuacji. Promuje i chroni młodych twórców otwarcie niechętnych władzy. Mniej w tej postawie lwa, więcej lisa.
Do filmów o relacji artyści – władza reżyserzy z doświadczonej komunizmem Europy Środkowej mają dobrą rękę. ‘Mefisto’ Szabo to studium ewolucji od przyzwoitego, ale zbyt ambitnego, artysty do sługusa nazistów. ‘Duchy Goi’, niedoceniony film Formana, opowiadają o niejednoznacznym układzie wielkiego mistrza z władzą. Sam Wajda stworzył film ‘Bez znieczulenia’ o dziennikarzu mielonym przez tryby władzy, w którym zawarł wątki z biografii Ryszarda Kapuścińskiego i Henryka Hollanda. (…)
Film o Wajdzie mógłby być inny. Nie o sile, ale o bezradności autorytarnej władzy wobec artysty. Głównymi bohaterami mogliby być ludzie przegrani. Niekoniecznie esbecy, ale np. komunistyczny polityk w stylu Józefa Tejchmy, który też przegrywa politycznie, dobrze zdając sobie sprawę, że podkopuje system, którego jest beneficjentem.
Kto by to jednak wyreżyserował?

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75517,14979437.html#ixzz2miQdwHZm