Życie po Nangar Khel

Janusz Schwertner

Przeczytałem „Zdradzonych” Edyty Żemły. I kilka razy ciarki przeszły mi po plecach. Polskie państwo nigdy wcześniej nie sponiewierało własnych żołnierzy z takim wyrachowaniem. Nigdy równie bezmyślnie nie próbowało pozbawić ich godności.

Historia tragicznych wydarzeń, które rozegrały się niemal dziesięć lat temu w pobliżu afgańskiej wioski Nangar Khel, jest powszechnie znana. W wyniku błędów, złej koordynacji, wadliwej broni – w ostrzale moździerzowym dokonanym przez polskich żołnierzy zginęło sześciu bezbronnych Afgańczyków. Nie byli celem. Stracili życie w wyniku koszmarnego wypadku – z rąk ludzi, którzy pojechali na wojnę bić się z terrorystami, a nie cywilami.

Tragiczne w skutkach rozkazy wykonywała „siódemka z Nangar Khel” – członkowie elitarnego 18 Batalionu Powietrznodesantowego z Bielska Białej. Wszystkich polskie państwo postawiło w stan oskarżenia o dokonanie zbrodni wojennej i ludobójstwa. Mówiąc wprost: o to, że w kierunku Nangar Khel udali się po to, by wymordować afgańskich cywilów – w tym kobiety i dzieci. Z pełną premedytacją i zimną krwią.

Z perspektywy czasu aż trudno uwierzyć, że scenariusz stawiający tych żołnierzy w takim świetle, mógł w ogóle zrodzić się w głowach prokuratorów.

Edyta Żemła w swojej książce z dużą precyzją, krok po kroku, rozpisuje coś, co trzeba nazwać aktem oskarżenia wystosowanym przeciwko państwu. Nie pozostawia złudzeń: decyzja o tym, by siedmiu polskich żołnierzy wykreować na ludobójców – zapadła w politycznych gabinetach. To tym bardziej ohydne. Amerykanie – tłumaczy w „Zdradzonych” Żemła – wręcz nie mogli pojąć, dlaczego sami wytaczamy przeciwko sobie najcięższe działa.

Nangar Khel to opowieść o tym, czym w istocie jest wojna. Jak wiele kosztuje zwykła pomyłka i jak krwawe żniwa zbiera bylejakość. Ale to także historia o bezwzględności świata polityki; może i nieudolnej, głupiej, absurdalnej – lecz potrafiącej niszczyć ludzkie życia. Jakże dobrze, że w tym przypadku nie zdołała ona zwyciężyć ze zdrowym rozsądkiem.

Edyta pisze na wstępie, że każdy z oskarżonych – a w końcu uniewinnionych od najcięższych zarzutów żołnierzy – w każdej chwili byłby gotów stanąć do walki za ojczyznę. Chyba nic dobitniej nie opisuje tych facetów. Nie wydaje się, żeby horror, jaki rozegrał się w mediach, areszcie i na salach sądowych, zdołał odebrać im pasję.

A Edyta tą książką dała im coś, co bywa najważniejsze: na zawsze przywróciła im godność.

„ZDRADZENI”

Edyta Żemła
Warszawa 2017
cena: 39,90

Nie jesteśmy mordercami, tylko żołnierzami – powtarzali podczas śledztwa oskarżeni o ludobójstwo żołnierze.

Jednak śledczy już wtedy, bez wyroku sądu, wiedzieli swoje. Nie słuchali wyjaśnień. Nie chcieli zrozumieć, co chcą im przekazać żołnierze, gdy opowiadają o wojnie partyzanckiej, talibach, niesprawnym sprzęcie, który dostali, braku rozpoznania wywiadowczego. Mur niecheęci po stronie zespołu wojskowych prokuratorów stawał się coraz grubszy. A żołnierze znaleźli się w pułapce, którą jeszcze w Afganistanie zastawiły na nich służby. Po trwającym wiele lat procesie sąd wreszcie uznał, że ostrzał afgańskiej wioski to był tragiczny w skutkach wypadek, nikt celowo nie chciał zabić mieszkańców małej afgańskiej osady.

Żołnierzy rzucono na pożarcie politycznej machiny po to, by ukryć niekompetencję i błędy decydentów: po to, by ukryć niekompetencję i błędy decydentów